Szukaj:Słowo(a): Karczma Diablo
Użytkownik "WM"
Co było, a nie jest, tego nie ma.
Milczenie jest złotem, gdy za to płacą.
Wszystkie drogi prowadzą do karczm.[...]



----------
co było a nie jest sianem się wykręci rejestr Kuma jest złotem i srebrem
płaci mowa za może i sójka za złe drogi prowadzą pod Rzym Mefisto ...
- siedzą, piją lalki, pod papugami,
- ósmy - szewski dzień tygodnia,
- co w kieliszku to i na rozumie,
- tak się bicz wykraje ile piasku staje,
- Polak Węgier dwa bratnale,
- nie wylejesz diabła z kąpielą,
- do kobiety z pejczem kwiatów,
- chciała baba a chłop wiedział, nie powiedział - tak,
...Mefisto tam czmychnie gdzie wzrok nie sięga

r


Obadajcie to zdjecie z ksiezyca - co o tym sadzicie ?

http://www.blackpage.nano.pl/picters/f_ufo042.jpg

Arni



To na pewno pierwszy polski kosmonauta, imć pan Twardowski. Szkoda, ze
nie ma szerszego ujecia, pewnie byloby widac szable, i szkielet koguta
na ktorym zwial przed diablem z karczmy.

Arel.


Wezmy chociazby historie o diable, ktory opetywal i w zmowie z
czlowiekiem dawal sie wypedzac za pieniadze. Za ktoryms razem
umawiali sie ze nie da sie wypedzic, a sprytny czlowiek oszustwem
wypedzal...



To nie było tak!! Diabeł miał tak złą żonę, że nie mógł z nią psychicznie
wytrzymać, ale był na tyle głupi, że nie potrafił od niej odejść. Pewnego
razu spotkał chłopa i razem wyruszyli w świat. Diabeł wpadł na genialny
pomysł, że będzie opętywał osoby bogate, a chłopu poda specjalne formułki,
którymi będzie go wypędzał. W ten sposób zdobywali pieniądze. Chłop mógł
wypędzić diabła dwa razy, ale za trzecim razem było to zakazane, bo diabeł
chciał do piekła wrócić z duszą ;-)) Chłop zjawiał się u opetanej i
oświadczał diabłu, że żona go szuka, a diablisko było tak przerażone, że
samo opuszczało ciało człowieka ;-))

Nie mowiac o przerazajacych historiach z baba, ktora trzymala diabla
w dole,



Nie w dole, a w studni albo w starej karczmie za piecem ;-))

albo historie o piekle i zakladzie - chlop zaklada sie z
diablem, ze ten nie wytrzyma ilus lat pozycia z jego swieza wdowa ;-)



To się zgadza ;-))

bTb.



Zajawka

A wiec mam problem, zrobilem hammera i jak wiecie pare dni temu byl restet i to moja pierwsza postac na ladder, stare postacie sa na non i jak waszym zadniem jest najelpiej zarabiac na poczatku? Np na taka enigme?

Tego nawet nie piszcie:

Allegro.pl
Free Items
Kupienie za fg

Oczywiscie wiem ze musze je znalezc ale jaka postacia na poczatek? Co najlepiej robic? Gdzie najlepiej chodzic? Zwlaszcza ze to nowy ladder

Dzieki

+Offtopic

Byla kiedys stronka karczma diablo i nie byla na niej zadnych hackow ani nic, byla pozadna strona tak jak ta i co sie z stalo? Nie moge wejsc na forum a tam tyle dobrych taktyk bylo

Chyba to bylo diablo centrum

Tu link na ich stare forum
http://www.diablocentrum.pl/viewtopic.php?t=2704
Hmm ja mam jak narazie gdzieś 520 z groszami mam zamiar podbić mf do granic około 600 - 650. Jak się uda to more. Ja osobiście nie nażekam. Przy 470 jak miałem to leciało już dobrze. Pare soji, mare 25% 3*shako i inne dobre itemy. Zauważyłem, że Diablo i Baal żadko coś dropią dobrego. Gdzie szukać można przeczytać na stronie Karczmy. Dodam, że od jakiś 2-3 miechów mam ponad 400 mf. Aktualnie 524. Podsumowując przez okres 3 miechów więcej się wzbogaciłem niż przez reszte grania.. Jakieś 10 miechów. Razem 12-13 miechów.
a czemu musi byc Diablo zamknietę?
jakiś error komunikat?

błąd zaś który wyskakuje ci gdy nie masz patcha
to błąd związany właśnie z brakiem najnowszej poprawki do gry
lub ze złymi sterownikami

btw na stronie karczmy jest akurat ten błąd opisany
jest tez porada jak sobie radzić

pozdrawiam serdecznie
Hmmm. Jeśli chodzi o mój styl wypowiedzi to raczej trzeba się przyzwyczaić bo ja raczej mam naturę Stańczyka. Ale szukanie choćby zalążków zła wszędzie niezależnie czy będziemy to nazywać dewocją czy ostrożnością doprowadzi nas do paranoi- sam fakt, że z rekolekcji przywiozłem wodę egzorcyzmowaną (która bardzo rzadko jest w liturgii obecnie używana). Dobrego i karczma nie zepsuje a złego i kościół (czy Kościół) nie naprawi. Jak mówię- rok grania w Diablo II, airsoft, kiedyś muzyka techno. A obecnie jest ze mną dobrze choć twierdzę że zawsze mogłoby być lepiej.
MAM!
to jest pan twardowski
odbyl sie on 9grudnia 1995 w operze slaskiej
choreograf to henryk konwinski
scenograf to liliana jankowska
muzyka, ludomir rozycki i eeee kraszewski?
libretto jozef ignacy kraszewski-tzn jego zona
prapremiera w warszawie w 1921roku
3 inne balety: stanczyk, mona lisa gioconda, anhelli, boleslaw smialy
tytul kojarzy sie z adamem mickiewiczem
balet opowiada o...
Diabeł ukazuje się Twardowskiemu w jego pracowni.
Ponad dachami Krakowa Twardowski, w otoczeniu czartów, pojawia się na kogucie.
W kopalni srebra w Olkuszu - taniec wiślanek, górników, królowej podziemi i jej świty.
Na krakowskich Krzemionkach Twardowski pośród piekielnych tańców wiedźm i czartów podpisuje cyrograf na własną duszę.
Na krakowskim Rynku Twardowski demonstruje swoje czarnoksięskie sztuczki, scenę kończy wspólny taniec.
W królewskich komnatach na Wawelu na prośbę Zygmunta Augusta Twardowski wywołuje ducha zmarłej żony króla, Barbary Radziwiłłówny.
Akcja przenosi się do egzotycznego kraju, diabeł pomaga Twardowskiemu zdobyć miłość wschodniej księżniczki.
Przed karczmą Rzym, podstępnie zwabiony, Twardowski zostaje porwany przez diabła.
W scenerii gwiezdnego nieba, na Księżycu zawisł Twardowski. Ocalał dlatego, że porywającemu go biesowi zanucił pieśń kościelną.
(zrodlo.. wikipedia )

http://www.konwinski.art.pl/balet/twardowski/
pamietam tylko dwie nazwy (i to z czasow, kiedy grac zaczynalem); jedna to nazwa zerznieta z "Thruda Barbarzyncy", czyli niesmiertelna i niezniszczalna "Pacha Hobbita". Druga nazywala sie rowniez slodko, bo "Pod rozpruta dziwka":D :D , za diabla nie wiem, skad sie ta nazwa wziela. Z ciekawostek dotyczacych tych zacnych buuu buuu buuu buuu buuu przybytkow moge podac, ze prawie w kazdym miescie mozna bylo znalezc ktoras z tych karczm (przez lenistwo MG, rzecz jasna), w koncu stwierdzilismy, ze to musza byc jakies konkurencyjne sieci :wink: .

--
The END is near!
Grając zabójcą z zadaniami nie mam problemu, dostaję, wykonuję i wszystko. Nie zdarza mi się kombinować, aby wyciągnąć większą kasę za zabicie zleceniodawcy. Natomiast problem pojawia się kiedy gram krasnoludem wojownikiem bądz tropicielem. Moje postacie są indywidualistami, więc niezbyt chętnie przyjmują zlecenia. Strasznie nie lubię gdy MG zmusza mnie do wykonania jakiegoś zadania np. karczmarz miał dać zadanie naszej grupie, ale w wyniku nieporozumienia i bójki zginął, więc MG przerobił zwykłą bijatykę w karczmie na bóg wie jaką bitwę ze strażnikami miejskimi, abyśmy nie mieli wyjścia i poszli za diabłem do jakiegoś portalu.

--
"No reason to get excited, the thief he kindly spoke,
There are many here among us who feel that life is but a joke"
B.Dylan
Przed Zaine wylądowała butelka wina, Gordik był zbyt zajęty aby zwrócić na dziewczynę większą uwagę. Jednak słysząc ogłuszający huk, odwrócił się na pięcie, niemal siny na twarzy.
- DO DIABŁA! - wrzasnął patrząc na Biesa. W karczmie zapanowała wręcz nieziemska cisza. - TAK U LICHA, PRZESZKADZASZ!
Odwrócił się na pięcie bardzo delikatnie i szukał gnojka, który był przedchwilą taki odważny. Przeleciał wzrokiem całą karczme i międzyczasie śćiągnął z pleców Dragonslayer'a. Pociągnął nim lekko po ziemi trzymając prawą ręką pokazał szerokość oręża wszystkim w karczmie. Z poważnej miny, którą niósł do wyjścia przerodził w uśmiech diabła. Zmarszczył brwi w tym uśmiechu i postanowił poczekać na pierwszego odważnego. Na nikogo tutaj nie szykował więcej niż jeden zamach mieczem.
Witam wszystkich.
Mam problem z mistrzostwem zimna ponieważ u mnie opis tego skila wygląda tak: '' um. bierna - zwiększa obrażenia od czarów mrozu ignorując odporność na zimno wroga'' a na stronach o diablo 2 (np. karczma, imperium diablo) pisze że ten skil obniża odporność wroga na zimno. I nie wiem jak to do końca jest z tym mistrzostwem. Mógł by mi to ktoś wytłumaczyć. Gram na battlenet.
Witam serdecznie.

Od kilku dni ja i moja ulubiona gra męczymy się z tym lipnym systemem jakim jest Windows Vista. Przed wczoraj zainstalowałem sobie Diablo, instalacja pięknie śmignęła nawet nie wiedziałem kiedy:) dogrywam 1.11b chce ją odpalić a tu zonk. Oczywiście nie nastawiałem się nawet na to że normalnie odpali bo to by było wręcz nierealne więc poszperałem tu i ówdzie (konkretnie z karczmy D2:)) jak włączyć grę pod Vistą i zastosowałem wskazówki. W trybie zgodności włączyłem XP + SP2, wyłączyłem kompozycję wizualne, wyłączyłem kompozycję pulpitu i uruchamiam program jako administrator. Gra jakby chce zatrybić, mianowicie robi się czarny ekran, dysk i płytka w napędzie pracuja, pojawia się chmurka że zmieniaja mi sie standardowe ustawienia kolorów i po chwili pojawia się błąd "UNHANDLED EXCEPTION: ACCES VIOLATION (c0000005)".

Korzystam z laptopa ASUS X50N, karta grafiki to GeForce 7000M. Zainstalowyałem nowe sterowniki ze softpedia.com, DirectX 9.0C. W teście Video zmieniłem trb na DirectDraw 2D. Dodam jeszcze że na firmowych sterach ten błąd pojawiał się zaraz po uruchomieniu natomiast na tych nowych gra stara się wystartować.

Czy Ktokolwiek byłby w stanie pomóc?

Z góry dziękuję
Przypomniałem sobie jeszcze bardzo ciekawe opowiastki krajoznawcze- ostatnio o skansenie w Dziekanowicach.
Mam pytanie, które mnie zafrapowało czytając ten tekst, przy opisie karczmy jest adnotacja, że spełniała także swoisty ośrodek kultury.
Czy wyglądało to tak, że przy jednej ławie pito siwuchę, obok grano w kości, gdzieś w rogu toczyły się prozatorskie dysputy, a temu wszystkiemu przygrywało cymbalistów wielu.
Oczywiście żartuję sobie, ale Diable, nie obraź się, ciekawi mnie to, jaka to kultura rozwijała się w karczmach ?
Może to temat na kolejny numer
<Szybko wyszedł i poszedł do stajni> No chodź koniku!<Dosiadł wierzchowca i wyruszył> [a]Teraz nie pojedziemy przez las, mogą tam znowu być bandyci!
[K]<Nie słuchając Alerna pobiegł do lasu>
[A]Ej czy ty mnie słuchasz? Eh niech ci będzie!*Pewnie się obraził bo nie przyniosłem mu chleba*
Nagle Alerna przeszyła strzała.
[A] *Cholera!*
[Nieznajomy]Mieliśmy się spotkać...
[A] Zatrzymali mnie banici!
[N] Wiem już nie żyją .
[A] Ty Diable wcielony!
[N] Hahaha! Ja diabłem? A twoja żona to co? Na pewno nie była aniołem.
[A]<Wyciągnął statuetkę którą wyrzeźbił w karczmie> Pokaż się demonie!
[Demon]No i co mi zrobisz?
[A] Zaabiję cię!
[D] Na pewno kiedyś mnie zabijesz. Ale na pewno nie dziś.<Znikł w dymie>
[A]*Cholera*<Wyciągnął strzałe z brzucha>Aaaaaaa!!!!!!<Wstał i wszedł na konia>
Je..e..dzi..e..my koniku!<Jechali i jechali aż dotarli do gór>Teraz tu zostań ja sam się wdrapie. <Wdrapywał się chyba z godzinę> No jestem<Zobaczył przed sobą jaskinie i wszedł do niej> Halo!
<Nikt nie odpowiadał, Leżała tam tylko zabita samica smoka z małym jajem>
[A]Demonie co żeś uczynił!<Wziął smocze jajo do płaszcza> Może przynajmniej ty nie zginiesz.<Zszedł na dół i wszedł na konia> Jedziemy do karczmy! <Podjechał do stajni oddał konia i wszedł z jajem do karczmy>

///Thx Gras :*
<Kilka dni później Nanaku wsiadła do powozu i wyjechała za bramy Czarnego Miasta zostawiając tam konkretne rozkazy, co do dalszego prowadzenia szkoły. Podróż powrotna była o wiele mniej uciążliwa, ze świtą i zapasami Nanaku mogła nie martwić się o siebie. W niedługim czasie zajechała pod karczmę. Odsłoniła firankę i wyskoczyła z powozu jak oparzona. Przed nią były tylko ruiny...> *Co tu się u diabła wydarzyło?* <Obeszła resztki murów, nic nie dawało konkretnych znaków, co się stać mogło. Wsiadła do powozu.> Jedź traktem, zbliża się zachód musimy znaleźć nocleg. <Zatrzymała się jeszcze tylko na chwilę w mieście by wypytać pewnego kupca o nowinki. potem ruszyli w drogę. Następnego dnia dotarli do jakiejś karczmy stojącej pośród pól przy trakcie.> Zatrzymujemy się tutaj. <Woźnica wstrzymał konie i pomógł wysiąść Nanaku. Ta weszła do karczmy polecając dwóm mężczyznom zabrać jej bagaże.>
Przez krzywą okiennicę do izby wlał się czerwony blask, skacząc wytrwale po skorupach leżących na podłodze i stołach.
A ja myślałem, żeć do świtu jeszcze daleko... - Tiru`przetarł oczy kułakiem, przesunął wzrokiem po gębach zalanych wieśniaków, i zmarszczywszy czoło wpatrywał się w okiennicę. Wzruszył ramionami i byłby znowu usnął. Ale tej nocy w Anchor nie dane było już spać nikomu.

Drzwi do karczmy otworzyły się z hukiem. W izbie znalazł się grot, potem drzewce strzały, dalej wieśniak - młody, osmalony jak diabli i ze strzałą sterczącą na wylot przez lewy bark. Jego usta w niemym już krzyku wymawiały wciąż te same słowa...

O, kur.wa - krasnolud rzucił się do drzwi, przeszedł obok wieśniaka, wyjrzał, popatrzył na piekło, które objęło świat. O, kur.wa...
Dlatego nalezy grac w mmorpg ktore nie sa liniowe Wink i daja duzo wiecej przyjemnosci z gry
Idea MMORPG jest zła. Zdobywanie expa i walka ssie.

Expienie nie rowna sie RPGie. MMORPG ma sie tak do RPGie jak Diablo do Fallouta.

Nawet najmniej expiarski MMORPG Ultima Online na serwerach z odgrywaniem postaci jest pelna ludzi dla ktorych dobra zabawa jest pakowanie postaci. Choc to ona miala najwiekszy urok jak dla mnie. Milo bylo po pracy w kopalni pojsc pogadac do karczmy, lub naprawde poodgrywac postac. Przestalem w to grac z dwoch powodow: 1. i tak zeby osiagnac cos sympatycznego(np: wlasny budynek) trzeba by bylo grac niesamowicie duzo czasu i 2. krzaczylo mi na starym kompie.

*kaszle*
"Skrzynia czym prędzej pierdoły!"(Banki/Depoty reagowaly na slowo skrzynia w wypowiedzi )
*prycha*
"Co my tu mamy?"
*zaczyna wsypywać coś do skrzyni*

I po takim wstępie dopiero się zaczynalo przekladac rzeczy z inv do depo. To byl RPG .
MF
Kiedyś (nie tak dawno) na CBN spotkałem pewnego gracza, który powiedział mi żebym podwyższył sobie MF na ok. 300. No więc zapisuje, potem patrzę w słowniczku CBN na "Karczma Diablo II", no i wyczytałem że MF to szansa na znalezienie magicznego itemu (magicznego, rzadkiego itp). Jak mam podwyższyć MF? Domyślam się że muszę znaleźć jakiś item który podwyższy. Tylko że chyba jeszcze ani razu takiego itemu nie widziałem (jeszcze sobie pewnie poszukam). Czy tą umiejętność mogę podnieść w inny sposób czy mogę to zrobić jedynie z pomocą jakiegoś przedmiotu?
Aniol apokalipsy: dowódca 80 kohort demonów i czartów. pochodzi z piekel wytworzony z polowy serca lucyfera diabla. atakuje kazdego. lepiej nie wchodzic mu w droge.

oto moja propozycja ten potwór niech bedzie nalezec do questa kturego bedzie mozna wykonac w folhord.

opis questu: aniol apokalipsy zawladnąc tym miaste i szykuje sie do przejecia ballis. (to jest opis, w karczmie będzie mozna zapytac ksieci atraxa oldina). on powie:wędrowcze czy uwolnisz nasze miasto od aniola apokalipsy jesli uwolnisz zostaniesz sowicie wyna grodzony jesli zawiedziesz twa glowa zostanie scieta o pólnocy.

nagroda za zabicie aniola

956436742 dosw
6583728992676 zlota

nastepny potwór: zywiolak wody

zamieszkuje podwodne tereny. lecz w dzien wychodzi na ląd i zabija ludzi i zwierzeta

nagroda za jego zabicie 789 dosw
10k[/quote]
*Psychopata... albo co najmniej wariat...* krótko zwięźle i na temat określił działanie krasnoluda. Truchło leżało na środku izby. Treść jelit radośnie wypływała na posadzkę. *Nie zwracać na siebie uwagi... NIE ZWRACAĆ NA SIEBIE UWAGI DO DIABŁA!*. Po tej myśli doszedł do wniosku, że grupa i tak prezentowała się dziw... znaczy się ciekawie i mało prawdopodobne było pozostać w tłumie. I jak pracować z takimi nadpobudliwymi osobnikami?
- Może najpierw wyjdziemy z karczmy, co? - powiedział cicho elf.
Zjadł resztkę rosołu.
Roger ocknął się w piwnicy. Jak się tu znalazłem?! Trafiłem tamtego człowieka a potem ciemność, dziura w pamięci. - Przepraszam czy ktoś wie jak się tu znalazłem?- Rzucił do zebranych w piwnicy. - Przyniósł cie tutaj ten golem. A wiec to twórca golemów mnie uratował. Musze mu podziękować. Rozmyślając tak wziął swoje miecze i ruszył w kierunku wyjścia z piwnicy. Gdy stanął w progu zakręciło mu się w głowie. Oparł się o framugę i zamknął oczy. Czuł się dziwnie. Wszystkie jego zmysły były ostrzejsze niż zwykle, jego ręka była pewniejsza, ruch szybszy. Co u diabła się ze mną dzieje. Zrozumienie tego co zaszło zajęło mu chwile. Ten wampir ugryzł mnie i ja pozbyłem się jadu ale chyba za późno. Czyli stałem się... Wnioski sprawiły że zbladł jak płótno. Drżącymi rekami dotknął swych kłów. Były o milimetr dłuższe niż zwykle. Jestem pół wampirem. Świadomość tego czym się stał sprawiła że niepewność zastąpiła wściekłość. Po chwili na jego twarz powrócił zwykły kolor i zniknęły wszystkie emocje. Czas dokonać pomsty. Złapał miecze i powoli podszedł do Twórcy Golemów. - Dziękuje. - Powiedział i wybiegł przed karczmę. Podbiegł do najbliższego wampira - fanatyka i ciął z całą swoją siłą i wściekłością. Poprawił drugim mieczem i odskoczył. Wiedział że teraz już wampiry bardziej go nie zniszczą dlatego się nie bał.

[ Komentarz dodany przez: Avenitr: 2009-02-02, 20:09 ]
Najprawdopodobniej gdyby nie wymóg podania hasła, Altharis minąłby akolitę bez słowa, tak był jednak zmuszony rzucić krótkim "vän", cokolwiek by to znaczyło.

Gdyby bohater pozostał w Wieży, jego losy potoczyłyby się zupełnie inaczej. Ale czy lepiej ? Tego już nie wiadomo. Najważniejsze dla Altharisa było to, by nie oglądać się wstecz, nie bać się podejmować i nie żałować trudnych decyzji, a wtedy kształtowana tymi decyzjami przyszłość zawsze będzie tą najlepszą z możliwych, bo jedyną.

Starał się więc bohater nie myśleć o bogu-ducha-winnych studentach, którym może mógłby pomoc gdyby postanowił pozostać w Wieży, o starszych magach ryzykujących życie w ich obronie jak i o Bravenie, zabójcy magów, który spieszył Gildii na pomóc. Cóż, ten ostatni mógł okazać się silnym sprzymierzeńcem w walce z napastnikiem.

Jedyne, co zastanawiało elfa to to, w jaki sposób agresor zdołał się przedostać do budynku jak i kim w rzeczywistości był. Oczywiście, domysły wskazywały na agresywnie usposobioną organizację Tel'Nahr, ale pewności nie było.

Bohater czuł, że nawet przyjmując neutralne stanowisko wobec Gildii i nękających ją problemów, nie zdoła się odciąć od wpływów tej organizacji jeszcze przez długi czas.

Szczególnie, ze zmierzał teraz wprost do karczmy "Pod rozlanym Winem" na spotkanie z Elzeretem, a diabli wiedzą jakie konsekwencje przyniesie sprzymierzanie się z Bractwem Alair.
-A nich cię diabli- powiedział cicho Gog odwracając sie na pięcie i wychodząc ze świątyni.

Gdy był już na ulicy rozejrzał się dookoła z myślą "co tu robić? skąd wziąć ludzi?"
-Chyba wrócę do karczmy i się....-zatrzymał się na chwile w monologu do samego siebie po czym wpadł na genialny pomysł-WOJOWNICY!- i tą krótką myślą Kalif ruszył przed siebie pytając losowego przechodnia o gildię wojowników.
http://img107.imageshack.us/img107/1149/vicse2.jpg
Vic

- To niemożliwe - powiedział, zobaczywszy kapitana. Potem powtarzał to jeszcze kilka razy. Gdy wrócili do karczmy, nie potrafił usiedzieć na miejscu.
"Rozwiązanie wydawało się tak bliskie..." - myślał, chodząc od jednego końca sali, do drugiego - "Wszystko diabli wzięli..."

- Obojętnie! - powiedział, usłyszawszy słowa kapłanki. Może coś zauważyła... Może...
Gry
Jako że to mój pierwszy post to zacznęod pozdrowień
Moja topka:
Amo! :P nie no żartuje ^^ chociaż karczma jest lepsza niż czat w jakiej kolwiek grze
1.Lineage2 c3,c4,c5 xP
2.CS ...piękna gra...niby klepiesz 6lat te same mapki a i tak jest zabawa :D
2.(egzekwo)NBA xD obojętnie jakie nawet 99 i pieśń Bob'a Marley'a Don't worry be happy ^^

3. Reszta to RPG'i typu Gothic,Diablo,Baldur's Gate
Depot

Nagle drzwi karczmy otworzyly sie z hukiem, gdy ktos kopnal w nie z calej sily. Do srodka wtargnal zimny powiew, przynoszacy platki sniegu oraz wyczuwalny zapach ryby.
W drzwiach stanal Depot, niosacy na plecach wyjatkowo duza rybe, ktora jakims cudem udalo mu sie zlapac w przerebli.

Halfling wkroczyl do srodka i wydarl swoja mala, lecz niesamowicie glosna paszcze na caly regulator:
- Mildri! Mildri! Patrz co mam - wyjatkowo wielki i tlusty karp! Zrobmy z niego te pyszne zawijaski z surowej ryby, ryzu, swiezego imbiru i tego twojego ostrego jak diabli zielonego chrzanu...
Rzucil rybe z hukiem na stol.

- No co? - zapytal patrzac sie podejrzliwie gdy zauwazyl ze wszyscy zgromadzeni patrza sie teraz na niego.
Minela dluzsza chwila, zanim do jego pustego lba dotarlo, ze jest cos nie tak. Ktos z zebranych nakazal mu zawrzec paszcze i szybko wyjasnil o co chodzi.

Halfling zasiadl nad wiadrem, majac zamiar zabrac sie do patroszenia karpia, spojrzal na zebranych i rzekl
- Czyscie poszaleli! Wszak nawet gamon widzi, ze dziewcze jest niewinne...
tak chciałbym poznac Twoje mysli
aż po rozsądku kres
lecz takich marzen Miła ziścić
nie umie nawt Bies
Tu Diabłu patrzą wciąż na ręce
Ty w cieniu chowasz twarz
Dla Ciebie z piasku bicz ukręce
gdy tylko znak mi dasz....

To moja Milość
słodka , szalona,piekielna,
milosc grzszna
to moja Milość
wskroś potępiona przegrana
co tu kryć...
To moja milosc trochę wstydliwa
w dodatku niebezpieczna
ta karczma, Miła,
Rzym sie nazywa
i będzie, co ma być
..co ma być.....

Chociaz czekają na mnie w piekle,
choć ze mnie drwi twój mąż,
dziurką od klucza nie uciekne
będę Cię kusił wciąż
A gdy juz będę Twym kochankiem
na względzie miej że ja,
ja jestem diabłem na dnie szklanki
trzeba mnie pić do dna...

To nasza Milość
słodka , szalona, diabelska,
milosc grzszna
to nasza Milość
wskroś potępiona przegrana
co tu kryć...
To moja milosc trochę wstydliwa
w dodatku niebezpieczna
ta karczma, Miła,
Rzym sie nazywa
i będzie, co ma być
..co ma być.....

To nasza milosc trochę wstydliwa
w dodatku niebezpieczna
ta karczma, Miła,
Rzym sie nazywa
i będzie, co ma być
..co ma być.....

To Michał Bajor piosenka pt "nasza niebezpieczna milość"
Zygmunt obudził się i spostrzegł, że większość już deputacji nie ma w karczmie. Zjadł tedy jakąś mętną strawę, z kiszek samego diabła chyba robioną. Na ból głowy zażył spory łyk gorzały. Zaopatrzył się u Żyda w antałek dobrego miodu, wziął też trochę sucharów i ususzonej kiełbasy. Karabelę swoją wysłużoną przytroczył do pasa. Do tego wziął woreczek prochu, żeby mu w pistolecie ognia nie zabrakło. Konia od pachołka stajennego odebrał, a że koń to dobry był, tedy i dwa worki z obrokiem naszykował, co by koń poczciwy trawy nie musiał skubać jak jaka krowa. Tak przygotowany szukać poszedł kompanów co się rozleźli najwidoczniej jako pchły.

Spotkał ich dopiero przy stanicy u Potockich, a było to miejsce w którym na ostatku szukał, miał bowiem ciężko w głowie po wczorajszem wieczorze. Myśl mu się wtedy szybko rozjaśniła, widząc szlachciców znakomitych. A słysząc słowa mości Służewskiego odparł:

-Takoż i my się cieszymy ze zdrowia dobrego pana Kurosza. Niech mu Bóg da! Jak spaliście waszmościowie? Mroźne tu noce na Podolu.
- Ehh.. Zawsze jak coś się dzieje, to mnie tatula wołają... Nawet nie dadzą kolacji zrobić. – mamrotała pod nosem, pokonując kolejne skrzypiące stopnie - w końcu karczma liczyła sobie dobrych kilkadziesiąt lat. Mimo kilku wojen, pożarów pobliskiego lasu, dość częstych zmian właściciela – wciąż stała nieporuszona w tym samym miejscu. Można by rzec, że nic się nie zmieniło od czasu jej wybudowania, posiadała jednak bardzo ciekawą historię, a jej ściany niejedno widziały.

Marycha zbliżając się do potyczkujących mężczyzn, rozpoznała w jednym z nich swego upierdliwego adoratora, który właśnie mierzył kuflem w głowę nowo przybyłego młodzieńca.
- Kroytarz!!! – wrzasnęła – Niech cię wszyscy diabli!!! Co cię znowu opętało! Bójki mi tu będziesz urządzał – w najporządniejszej karczmie na tym krańcu księstwa!!
Obaj z Rupertem zastygli w dość dziwnych pozach. Wywołany zaczął się tłumaczyć:
- Ależ duszko kochana, jakżesz możesz mnie...
- Kroytarz, jakbym cię nie znała ... – machnęła tasakiem, który przeciął powietrze nad głową biedaka.
Rycerz ocknął się i zagaił:
- Pani pozwoli...
- Panna – poprawiła Marycha i zerknęła w stronę rozmówcy
- Panienka pozwoli,że się przedstawię ...
<szaman siedzial dluzsza chwile po czym wstal energicznie i skierowal sie do wyjscia z karczmy> A niech to diabli. Juz nie moze szaman tak, jak roslina zyc...po rzeczy moje do Elmore pojde i wracam niebawem...czas sprawdzic czy stary pryk potrafi jeszcze salcesonu z mahumow narobic. Honor albo Smierc!!!<z jeszcze wieksza energia ruszyl w kierunku wyjscia>
hjeniu: Skończyłem "Diabła..." i teraz czekam na następną książkę obgryzając pazury. Aż chce się zakrzyknąć - Komudy do klawiatury



Właśnie skończyłem przypisy i komentarz odautorski do Galeonów Wojny. Oba tomy - prawie milion znaków, czyli objętościowo prawie takie dwa Diabły Łańcuckie.
Czytam jeszcze całość w niedzielę, aby podkręcić tu i ówdzie jakieś teksty i w okolicach wtorku wysyłam do Fabryki do redakcji. Swoją drogą to będzie wyzwanie dla redaktora - thriller marynistyczny z całym słownictwem żeglarskim, zwrotami, manewrami, z opisanymi częściami okrętów itd

Tomcich: 'Crimen' chyba też był na motywach jego powieści, ale z tego co pamiętam to Hen nakazał wycofać swoje nazwisko z czołówki. Chyba mu sie nie podobało. Zresztą nie dziwię mu się, to film przy którym "Wiedźmin" to arcydzieło.



A, więc jednak Hen postąpił słusznie Ja ze swojej strony miałem na tle tego serialu nieprzyjemności z moim dawnym i na szczęście niedoszłym wydawcą z Supernowej, który jak się okazało napisał scenariusz do tego łajna. Bo kiedy mnie spytał jak mi się film podobał, to się po nim pojechałem jak kozak po starej kobyle.
Tylko z jednym się nie zgodzę - Crimen dało się jeszcze oglądać. Przymykając oczy tam gdzie pojawiał się Linda. Natomiast z Wiedźminem jedno było wspólne - oba filmy miały niesamowicie długie i nudne sceny. Jak bohater gdzieś jechał, to trwało to godzinę. Jak Rosińscy siedzieli w karczmie, to sami nie wiedzieli co ze sobą zrobić.
Wieczorem Ennostiel zeszła - juz całkiem wysuszona i przebrana w odświętną fioletową suknię- na dół i spojrzała na wystrojona salę. W kacie bard nastrajał swoja lutnię w towarzystwnie kilku muzykalnych elfów. karczmarz ledwo nadążał z realizacją zamówień.

proponuję nazwę Pod Złotym Liściem

Enna juz całkie mdobrze sie bawiła kiedy przez okno wleciał kos i coś jej powiedział w swoim języku
- Co? Lycanius? A niech go diabli wezmą!
Pobiegła na gore po swoje rzeczy i wybiegła z karczmy
- Aryo jadę ratowac kuzyna
powiedziała usmiechając się przelotnie
wypadła jak burza, chociaz mało kto to widział
Chociaż czekają na mnie w piekle
Choć ze mnie drwi twój mąż
Dziurką od klucza nie ucieknę
Będę cię kusił wciąż
A gdy już będę twym kochankiem
Na względzie miej, że ja
Ja jestem diabłem na dnie szklanki
Trzeba mnie pić do dna

To nasza miłość
Słodka, szalona
Diabelska miłość
Grzeszna
To nasza miłość
Wskroś potępiona
Przegrana
Co tu kryć
To nasza miłość
Trochę wstydliwa
W dodatku
Niebezpieczna
Ta karczma, miła
Rzym się nazywa
I będzie, co ma być
Co ma być
78 To nie wiesz co to modem i stoper w ręce ;) i rozłączanie na sekundy przed upływem 3 minut ;)

Nie wiesz co to są programy do pobierania całych serwisów na dysk (zapisałem tak kiedyś całą karczmę diablo żeby nie wchodzić w neta po porady tylko sobie offline sprawdzić :-) )
Witam!
Tak sobie przeglądam Waszą stronke (a byłem tu juz parę razy) i widze pewien postęp - czyt. ożywienie - i jak to się mówi "...cieszą matke takie dzieci..." ) Przypomniałem sobie o niej kiedy wszedłem na Karczme Diablo. Choc nie gram już od roku w Diablo II LoD - jednak nadal mam ogromny sentyment do tej gry! I szukam jakiegoś powodu aby w nią zacząć grać! Ze smutkiem i łzami w oczach wspominam dawne czasy, kiedy to praktycznie cały wolny czas jaki miałem w domu i pracy, spędzałęm na CBN. I jako samotny wędrowiec Jaqub_de_Molay (przez ponad 3 lata) przemierzałem spowite mrokiem w deszczu, wietrze i szalejącej snieżycy niebezpieczne zakamarki Swiata Diablo w poszukiwaniu "Mrocznej Trójcy". Celem owej podróży było unicestwienie wpomnianej "Trócy". Szerząć zniszczenie i postrach pośród wysłanników ciemnej - złej mocy, działąjąc w dobrej wierze zbobywałem doświadczenie (lvl ;o)).
A tak gwoli ścisłości, to własnie wtedy noisiłem się z zamiarem wstąpienia do Waszego Klanu! Pamiętam toczone duele PvP, TvT, u boku Raf'a (vel Rafalwal) i pamiętam też Hasza - których pozdrawiam!
Pozdrawiam Wszystkich! Niechaj serek i salami będą z Wami!
Paladyn:
Solfar
*solar-pl; *solfar
-O kurcze...Xellas! Lisie! Chodźcie no tu! - Sean wydarł się, gdy Deimos przestał istnieć. Oczywiście, Xellas przyczłapała po parunastu sekundach, gdy większość odłamków rozprysła się, pozostawiając mało efektowną pustkę. Co wystarczyło, by ominęły ja efektowne konwulsje lisa, gdy większa część jego duszy udała się w baaardzo daleką podróż. Echo tego wydarzenia dotarło również do pewnej karczmy..ale nie uprzedzajmy faktów. Caibre aktualnie był zbyt zajęty umieraniem, by przejmować się złym braciszkiem.
-Po diabła mnie wołałeś? Tu nic nie ma- wampirzyca w złym humorze to gryząca wampirzyca. Sean nie miał nic przeciwko, gdyby nie..
-Ale tam powinien być księżyc! A nie ma!
-I?
-MAmy przechlapane!
-Tak?
-Nie mamy jak się zatrzymać? Generatory grawitacyjne nie odpowiadaja! Jesteśmy zgubieni!
-I?
-...a po diabła ja się męczę =="
Zimno jak diabli, ale przynajmniej teraz zauważacie, że nie byliście chyba za bardzo przytomni w karczmie. Pamiętacie sytuacja jak przez mgłę. Wydarzenia się wam nie kleją (czyli jest tak jak na forum - wyszło perfecto ). Gdzie jesteście i co robicie, to bardzo dobre pytania, które dobijają się wam do głowy z siłą kilofa w rekach krasnoluda. I gdzie są wasze rzeczy...

Cała "sala" czyli jakeś 4 metry kwadratowe jest pusta i kamienna.
Michał Bajor - "Nasza niebezpieczna miłość"

Tak chciałbym poznać twoje myśli
Aż po rozsądku kres
Lecz takich marzeń, miła, ziścić
Nie umie nawet bies
Tu diabłu patrzą wciąż na ręce
Ty w cieniu chowasz twarz
Dla ciebie z piasku bicz ukręcę
Gdy tylko znak mi dasz

To moja miłość
Słodka, szalona
Piekielna miłość
Grzeszna
To moja miłość
Wskroś potępiona
Przegrana
Co tu kryć
To moja miłość
Trochę wstydliwa
W dodatku
Niebezpieczna
Ta karczma, miła
Rzym się nazywa
I będzie, co ma być
Co ma być

Chociaż czekają na mnie w piekle
Choć ze mnie drwi twój mąż
Dziurką od klucza nie ucieknę
Będę cię kusił wciąż
A gdy już będę twym kochankiem
Na względzie miej, że ja
Ja jestem diabłem na dnie szklanki
Trzeba mnie pić do dna

To nasza miłość
Słodka, szalona
Diabelska miłość
Grzeszna
To nasza miłość
Wskroś potępiona
Przegrana
Co tu kryć
To nasza miłość
Trochę wstydliwa
W dodatku
Niebezpieczna
Ta karczma, miła
Rzym się nazywa
I będzie, co ma być
Co ma być
Dobra Ciocia

Ze zrozumieniem przyjęła wiadomość o zagadkowym wstrzymaniu dostaw do miasta, choć nieco zawiodła ją tak prozaiczna przyczyna napiętej sytuacji w miasteczku. Za to zastanawiający był fakt, czego brak tak bardzo dał się mieszkańcom we znaki. Przeczuwała, iż prawdopodobnie chodzi o ten Smoczy Liść, o którym paplali wszyscy w karczmie. Wydawali się tak poruszeni, że aż wzbudzali współczucie i postanowiła ich nie okradać. W nadmiarze. Starała się odkopać w umyśle informację dotyczącą tajemniczego ziela - bo nie przychodziła jej do głowy żadna inna rzecz, do której mogłaby się odnosić wspomniana nazwa - lecz nie przypominała sobie, by kiedykolwiek się z nim zetknęła.
- Wybacz, przyjacielu, ja ze wsi jestem, prosta dziewka. Czym do diabła jest Smoczy Liść? - zagadnęła jednego z robotników.
Wpław przez wodę jak za czasów minionych skoro mosty leciwe i życiem utraty grożą... łodzi ci u nas dostatek i niejedną przeprawę flisacy mają za sobą... a i bród jaki się znajdzie gdzie wody niskie drogę utorują. Zdobyczne zamki i grody nie takie fosy miały i dzięki udolnym wojom zostały zajęte... szerząc dobrobyt i porządek w śród podbitych ludów. Papirusu i skór w instytucyjach ważnych i w naszym grodzie nie brakuje ale jeno mędrców i ekonomów co wiedzą i działaniem wskrzeszą to miejsce jako niektórzy twierdzą i przez samego diabła zapomniane
A i w społeczności siła która choć głupia to jednak nasza i gdy tylko zrozumie jaka siła w niej drzemie wnet się ocknie ze snu stuletniego a może i dłuższego nawet... aby sztukę i porządek w gród ten upadły tchnąć dzięki demokracyji nowej co po upadłych tworach ludzkiego geniuszu władzą nazwanym nastała i obecnie nam panujący i miłościwy król wpaja. A gdy to już się stanie i gród ze snu obudzony zakwitnie na nowo... to mlekiem i miodem gród będzie opływał a karczmy ... gościńce i noclegi gościami nadzianymi wypchane po same brzegi będą... A i skarbiec grodu jak i sakwy mieszczan złotem i srebrem wylewać się będą... Takie to wizyje i iczasy gwiazdy na niebie zdradzają gdy tylko Polacy z rozumem się opamiętają Na koniec pozdrowienia wam śle niejako od serca płynące, dużo i zdrowia i czasu na zadumy życzę jak też aby pomysłowośći waszej i chęci przed tym nowym cudem techniki jakim szklane okno jest, nie zbrakło ... i dobro doczesne jak i ku potomnym szerzyć pomagało
Pył

Serce Pyła raduje się, gdy spogląda na drogocenny przedmiot, wspominając karczmę w Targowie i elfiego barda, który śpiewał historię o magu Krynnie... - "Lecz na drugiej stronie amuletu - lew"... Mamrocze pod nosem, wspominając ostatni wers, po czym uśmiechając się zakłada amulet na szyję. Żądza posiadania jak na razie zaspokojona.

Odwraca się do Matta i szepce konspiracyjnym tonem:
- Hmm, z kryształów wspomnień? Nieważne zresztą - w każdym razie sądzę, iż czarodziejka, sądząc po jej godności, obiegowych opiniach i według wiedzy tego diablo łebskiego Oprowadzacza - powinna posiadać stosowne informacje. W takim razie udajmy się razem - to nawet dobrze - lepiej się spieszmy, jeśli ta zasadzka była celowa a ewentualny nieprzyjaciel miał jakieś rozeznanie w naszych poczynaniach - mogą być kłopoty...

Odwraca się do reszty i mówi głośno: - Dobra, nie ma co tracić czasu. Ruszajmy. Prowadź, Hendricksie. Przy okazji, może dokończ zaczęty wywód o czarodziejce?




Wez mnie nie rozsmieszaj... to jest w pelni bezmozgowe naparzanie... Oczywiscie mozna spotkac takich ktorzy graja w te gry po to zeby wejsc do karczmy i pogadac z innymi graczami... ale to wyjatki. Poza tym te gry nie oferuja nic procz szybkiego klikania myszka (a czasem nawet to nie jest wymagane).

W sumie to nie wiem bo jedyne podobne co gralem to Diablo 2... Podobno WoW oferuje tez jakis tam scenariusz i mozliwosci raidow (ale niestety dopiero po zdobyciu max lvl co zajmuje duzo czasu). To co podobno przykuwa do gry to wlasnie ta rozgrywka multiplayer ktora dzieki temu ze graja ludzie potrafi byc za kazdym razem inna. Nie to zebym reklamowal bo nie gralem, mialem zamiar sprawdzic ale porzucilem zamysl. Sam sie zastanawiam czy nie sprobowac, ale cos czuje ze sobie daruje... w koncu N64 czeka . Fakt faktem w grze chodzi wlasnie o odpowiednio duza czestotliwosc klikania + miesieczny datek dla tworcow gry
Na mojej pierwszej sesji (graÂłem PóÂłorkim barbarzyĂącÂą) wszedÂłem do karczmy. Za ladÂą póÂłork. Chlew jak diabli , wszĂŞdzie peÂłno goÂści na podÂłodze. <br />ja - panie skÂąd tu taki chlew?? <br />ork <woÂła 15 napakowanych oprychów to ja kulĂŞ ogon i wychodzĂŞ> <br />potem mój kumpel proponuje co nastĂŞpuje. <br />czas w grze - koÂło 2 w nocy. <br />w 2 (ja i mag) stajemy przed karcmÂą - w okóÂł nikogo. <br />ja z buta w drzwi i hop w bok bo mag rzuciÂł kulĂŞ ognia przez drzwi . To byÂła zemsta. Ale ork nie zgin¹³ :cry)
Słuchaj, będe mówił o swojej postaci jak chce, więc czep się tramwaja, w tym przypadku chodziło o to, że napisałem "ja" zamiast "Tom" i nie ma to nic wspólnego z tym, że chciałem ukarać za heroic. Niedawno mi racje przyznałeś(pare postów temu), teraz znowu sie czepiasz. Mam do ciebie pisać dużymi literami, czy może wszystkie posty scalić w jedno, żebyś je dobrze zinterpretował? Poza tym... powiedzmy sobie szczerze, krótka broń się liczy, kiedy przeciwnicy są blisko siebie, zaś w karczmie tłok. W tym przypadku poza ludźmi siedzącymi przy stolikach nie było nikogo. Nikt nie stawał na drodze, więc wykorzystanie dłuższej broni niż nóż było całkiem na miejscu. Sam stworzyłem Toma Rackhama i sam będe mu nadawał klimat jaki będe chciał, a nie przybierał ogólnego formularza na postacie w stylu pirackim. Przyznałem rację Mike'owi, że mogłem tak zrobić, ale nie musiałem. Zwróć uwagę na to, że mimo iż jestem karczmarzem, jestem również kapitanem. Kapitanowi pewnych rzeczy po prostu NIE WYPADA, albo inaczej- nie oczekuje się od niego wszystkiego.
Lepiej byś spojrzał na to co zrobił Atanael, w sumie toś mu wskazówek nie bardzo dał, jeśli chodzi o jego błędy.
No cóż, tak to jest, byle sie czepiać czegoś, nu nie?

A nasi MG chętnie będą bronić dobrego imienia kk, jeśli będzie ono z równą chęcią szkalowane przez innych. A ja będę z równą chęcią odpisywał.

I napisze jeszcze raz, żebyś zaczaił:
NAJPIERW Atanael cwaniakował i oberwał od mojej postaci (konflikt między postaciami),
PÓŹNIEJ wybuchł konflikt o jego heroic (konflikt między graczami)

btw jeśli wbiłeś sie do "Płetwy Rekina" tylko po to, żeby sprawdzić, czy jeśli tutaj mnie zirytujesz, to czy tam będe dla ciebie wredny to sie machnąłeś jak stąd do tamtąd y nazot. Jestem spokojny jak pociąg pełen pieprzonych medytujących mnichów tybetańskich.

jeszcze jedno, Atanael nie stracił postaci. Nie potrafi przegrywać, typowe dla heroic fantasy.

Aha, jeśli chciałeś grać potomkiem diabła to rasa nie nazywa się diabelstwo a diablę (błąd tłumaczenia w ad&d). Z leksza kojarzy mi się z Haer'Dalisem z bg2...
Avner proszę nie zmieniaj nazwy posta, bo potem wchodząc z portalu nie wiem co to za temat.
Ja z japońskich horrorów oglądałem tylko Dark Water. Tylko, bo był dla mnie tak niesamowicie nudny, że nie zdecydowałem sie na obejrzenie innych. Tylko końcówka była fajna. To że korzystają z tych horrorów twórcy to wedłóg mnie duży plus, bo w grach nie zostało to jeszcze wyeksploatowane. Dziewczynka faktycznie jest diablo charakterystycznym elementem, ale można to potraktować jako ukłon w stronę "natchnienia". Zwłaszcza, że pojawia sie chyba w dość dużej ilości takich horrorów.
Może wymień przyklad tych bajerów, bo ja szczerze powiedziawszy nie zauważylem jakiegoś specjalnego epatowania nimi. Kołysząca się lampka na suficie buduje świetny klimat. No i było to już w Doomie 3. A bullet time'a nie wyobrażam sobie wyglądającego inaczej.
Jak mówiłem w HL 2 z dodatkami nie grałem, choć też słyszałem bardzo pochlbne opinie. Nie przepadam za strzelankami. Wiedza jaką o nich mam ogranicza się do tego co muszę wiedzieć recenzując inne gry.
Poza tym tematem jest sam FEAR, a nie porównywanie go z innymi grami.

--
Ważne dla mnie tematy:
[url=http://valhalla.elixir.int.pl/forum.php?page=&cmd=show&id=48771&category=19]Moja twórczość[/url]- Spis rzeczy, które stworzyłem. Serdecznie zapraszam, do czytania i dyskusji.
[url=http://valhalla.elixir.int.pl/forum.php?page=&pg=0&cmd=show&id=59574&category=25]Oblicza forumowiczów[/url]- Dołącz do nas, ujawnij się!
[url=http://fantastyka.elixir.int.pl/forum.php?cmd=show&id=65581&category=24&pg=]Opinie o forumowiczach[/url]- Powiedz co sądzisz o innych i dowiedz sie co sądzą o tobie.
[url=http://valhalla.elixir.int.pl/forum.php?page=&cmd=show&id=55025&category=32]Karczma w środku lasu[/url]- Karczma, która stała sie czymś wiecej.
Post był edytowany przez autora dnia 08 20 2006 o godzinie 13:54
Czyli w moim diablo jest błąd w opisie skila a działa on tak jak pisze na imperium i karczmie
na Karczmie Diablo są mapy ustawień lokacji z hrabiną - na którym pięterku jak skręcać (tyle że ostatnio strona jest w przebudowie i część softu powywalali, więc ręki nie dam sobie uciąć).
a ja słyszałem gdzieś,na jakimś serwisie[Karczma Diablo II na gram.pl?] ,że tak

A co do PlugY to polecam grzebać w skrypcie,bo wiele opcji się odblokuje tzn. można ]
np. liczba statów na level
Witam. Przedstawiał się nie będę, bo już to robiłem, ale wszystkie moje posty diabli wzięli.
Do rzeczy. Czy jest jeszcze jakiś ruch ze Smętowa w stronę Wisły? Kilka lat temu w Starej Karczmie na bocznicy, były wyładowywane jakieś kamyki.
Do diabła z nim... <żachnął się zdenerwowany, puszczając Skailera>
Szukać go nie zamierzam. <cofnął się o krok, odwracając głowę i patrząc na zniszczenia>
Szukać póki co, należy nowej karczmy.
Laska Zaglady//Plonace ostrze (roznice robi wybor, jaki dokonalismy w rodzinnym miescie)

questa dostajemy w 3 miescie na odnalezienie zniszczonych relikwii, ktore dawaly miastu niezwykla ochrone przed zbojami.
(nie wymagaja lvlu)
komplet:
laska=
pierscien
oko cyklopa +50 ogien +50 zimno, -20 wiatr -20 ziemia +140 atak mag. -60 obrona
trzon
laska
Okulus (diablo rox )
+100 atak mag. +100 szybkosc +10 celnosc mag + 90 uniki mag.
Zwienczenie
Korona Martwego
kazdy atak magiczny zadaje dodatkowe 30% od losowego zywiolu
(nie wymagaja lvlu)
Laska Zaglady
+700 atak mag. (+70 na lv)
+160 speed
+ 50 wszystkie atrybuty
+ 130 uniki mag.
- 170 obrona
+ 10 hp na poziom

Plonace ostrze:
dodatkowe 20 obraze od ognia na poziom
obrazenia 50 na poziom
+ 150 speed
+ 50 ogien+wiatr + ziemia
- 30 zimno
+130 uniki
+130 obrona
-130 obrona magiczna
+10 hp na lv
+ 300 atak
mana spada do 0

nie mam pomyslu, jak zrobic ten item

QUEST
idziemy do karczmy w 3 miescie, po zabiciu m...
burmistrz mowi, ze zaginal pradawny artefakt, ktory chronil miasto przed zguba.
Po tym w losowych miejscach (w okolicy 3-5 miasto) pojawiaja sie bossowie. sa to "czarni rycerze" jak to na siebie wolaja
za kazda wygrana walke dostajemy 1 z przedmiotow
Po powroceniu do burmistrza dowiadujemy sie, ze artefakt jest zniszczony i na 100% czeka ich zguba, jesli nie pojdziesz do kowala Dragora... powie, ze podrozowal daleko na polnoc, jednak jego slad zaginal.
otoz ten krasnolud mieszka w OSTATNIM miescie w grze, i tylko on jest w stanie zrobic miecz/laske
oczywiscie by to zrobic trzeba znalesc oko smoka (jakis bossik )
smok cienia, znajdujacy sie na innej wyspie (koszt statku- 1mln golda)
po przyjsciu do kowala z itemem, on odpowie ze za darmo nie chce mu sie ruszyc palcem, i jesli cena bedzie nizsza od 50 mln, to mozemy sie pozegnac. Po przekuciu artefaktu, wracamy do 3 miasta i walczymy z bossem- demoliszem (troche demona troche licza- bardzo silny wojownik/mag) po zabiciu jego burmistrz powie, ze cale miasto juz jest bezpieczne i ze w formie podziekowania oddaje w twoje rece ten potezny artefakt
"co mu wypadło z jakiegoś potworka"?



W Diablo!:D

Chociaż w diablo nie ma karczm... ale bywa podobnie.
Diabeł nigdy nie odpuszcza.Wybacza lale pamieta.


Przypomina mi się historia Pana Twardowskiego, co to w Rzymie się z Diabłem umówił o oddanie duszy. Unikał tego miasta a i tak go w końcu dopadł, tyle, że w karczmie "Rzym".
wydaje mi sie ze cos takiego jestes na karzma diablo 2 czy jakos tak

KLIK

i tam wyszukaj karczma dibalo 2 powinno byc
"Właścicielem karczmy jest Pillaf." Powiedział przepitym, lekko zachrypniętym głosem Bregg. "Przed chwilą zamieniłeś z nim słowo, tak gwoli ścisłości, jakbyś nie wiedział, czy coś z tych rzeczy. "No, ale przejdźmy do interesów. Widzisz tamte długie palenisko, nad którym są garnki?" Wskazał wulgarnie palcem na dalszą część sali, gdzie przez środek przebiegało długie na 6 metrów i szerokie na pół metra, może trochę więcej, palenisko. Tam żarzyły się czerwone z gorąca węgle. Kamienna obudowana paleniska, a nad nią zniżający się wlot do komina. Nad żarem były zawieszone metalowe garnki w liczbie ośmiu, może dziewięciu. Wszystkie zakryte. Co jakiś czas jakaś kobieta, niepiękna i niebrzydka zarazem chodziła i drewnianą łyżką mieszała zawartości garnków. "Kapusta, gulasz, rosół, ziemniaki, rzepa, potrawka z kurczaka. Wybierz porcje czego chcesz. Gulasz i przysmak z kurczaka po trzy srebrne monety za talerz, pozostałe po siedem miedziaków za porcję. Do picia piwa trzy rodzaje, wina rodzajów cztery i gorzałki bez rodzaju. Kufel piwa od czterech do ośmiu sztuk miedzi, dzban za dwie sztuki srebra. Wino w dzbanie za dziewięć sztuk srebra, a dzban okowity za dwanaście sztuk srebra. Jeżeli zaś patrzeć na pokoje, to są tu dwa rodzaje dla gości: zwykłe od pięciu sztuk srebra za noc i lepsze za osiem sztuk srebra za noc. Więc co z tego bierzesz?" mówiąc to Bregg strasznie pluł. Spomiędzy jego zębów wylatywały w sposób dziki drobinki pożywienia, które nie wiadomo kiedy spożywał.
Większość widoku latających drobinek śliny, wzbogaconych o rzeczy o których lepiej nie myśleć, Sirion przegapił wpatrując się w zielonego elfa. Ten przez chwilę nie reagował na wzrok Mrocznego Elfa, lecz gdy ten przeciągał się z sekundy na sekundę Leśny kuzyn Bohatera spojrzał prosto w oczy Złodzieja. Patrzył z pogardą, próbując swymi zielonymi ślepiami przeszyć Bohatera na wylot. Elf ten wyglądał przeciętnie, lecz zakrzywiony miecz przy pasie sugerował możliwość radzenia sobie w walce. Wdzianko jak dla poszukiwacza przygód. Sirion raczej nie lubił rasy tego elfa i vice versa.
"Godzina?" Odpowiedział zdziwiony pytaniem Breg. "Diabli wiedzą, nie jo. Jest chyba cosik po południu, może to czternasta już, a może szesnasta. Co to zmienia?" Zapytał z marszcząc czoło i obnażając swe wszystkie zmarszczki na twarzy.
Cedryk Rawenvolf

Posiłek postawiony przed Rycerzem zniknął szybciej niż on sam by się tego spodziewał. Nie pogardził też kielichem wina, przy którym jak wiadomo dużo lepiej zawiera się nowe znajomości.
- Dobre jadło tu podają Mości Panowie. Przyznać to trzeba. Nadzieję jeno mam, iż nocleg gorszym się nie okaże i oczekiwań mych nie zawiedzie... A teraz wybaczą mi Waszmościowie lecz zbędnego ciężaru wyzbyć się chciałem, więc opuszczę na moment.

Cedryk zawołał Rohana by ten pomógł mu resztę zbroi zdjąć. Spytał grzecznie gospodarza o miejsce gdzie nocować mu przyjdzie, następnie udał się tam wraz z giermkiem.
- Słuchaj! - rzekł podczas wyswabadzania się z pancerza, gdy byli już sami. - Mocną głowę masz, to tak uczynisz jak Ci powiem. Kruszcu trochę z mej sakiewki weź.
- Póki co pomysł mi się podoba... - Przerwał Rycerzowi Rohan.
- Dalej będzie niezgorzej. Pij tej nocy ile wlezie, stawiaj też wszystkim wokoło. Miejscowym i karczmarzowi mam na myśli mówiąc "wszystkim". Wypytuj również o wszystko: jak żyją, jak karczma prosperuje, czy dziewki jakie miłe jakie by się nie znalazły, kto się do żeniaczki ostatnio garnął, a komu jakie bydle zdechło. Chce byś się pobratał z nimi jakoby Cię za swojego mieli. A psiocz na mnie ile się da. Żem to Pan srogi i wredny, żem nieudacznik, co Ci na język ślina przyniesie.
- Można spytać po kiego diabła.
- Nie przerywaj pókim nie skończył! Nie dla przyjemności pić będziesz!
- Ale za to z przyjemnością. To Ci gwarantuje - Rohan przerwał Cedrzykowi po raz kolejny. Rawenvolf jednak zdawał się nie zwracać większej uwagi na to co mówi giermek.
- Słuchaj uważnie, może co ciekawego wychwycisz. Jak się ad to może kto o jakiej bandzie co się niedaleko kręciła słyszał lub co o tej... tfu - Cedryk splunął ostentacyjnie na podłogę - diablicy - matronie Storma. ~ńiech go piekła pochłoną~ pomyślał nie przerywając mówienia - Czy się zatrzymywała tu i jak tę przeklętą przełęcz w taką pogodę przebyła. Co dzieje się w Dorion może się dowiesz. Zresztą co ja będę pijora wieści zbierać uczył - Na twarzy Rycerza pojawił się szyderczy uśmieszek.
- Tylko nie pijora Cedryk, tylko nie pijora. Bo jak lutnę w tę...
- ...przyłbicę to sobie ręce połamiesz niedorajdo - przerwał mu wpół słowa Rawenvolf - I uważaj Rohan nie przesadź z tą bezpośredniością, bo kiedyś się zapomnisz. A teraz zniknij mi z oczu i nie pokazuj dzisiaj więcej! - ostatnie zdanie Cedryk wypowiedział nader głośno, jakoby w gniewie.

Powrócił do głównej sali gospody i przysiadł się ponownie do grona szlachetnie urodzonych.
- Wybaczcie Panowie, że trwało to tyle lecz ten dureń niepomiernie się wlókł. Na czym to rozmowa Wasza stanęła gdym przybył?
Joachim

Rycerz stał niezdecydowany. Nie bardzo wiedział, co powinien zrobić. Od razu skojarzył dwóch osobników przy powozie z dwoma w karczmie.
~ Do diabła, przecież oni wszyscy są ubrani tak samo! ~ zorientował się von Boerg. ~ A jednego z nich minąłem, gdy szedł na piętro karczmy... ~ Joachim zmarszczył czoło. Myślał. Miał wrażenie, że umyka mu coś ważnego...
Te rozmyślania, które mogły się skończyć wnioskiem powalającym na kolana (albo blagą) zostały jednak brutalnie przerwane przez trzask wyłamywanego okna. Joachim obrócił się w poszukiwaniu źródła tegoż dźwięku. Zobaczył jakąś ciemno odzianą postać. Za nią, na daszek przybudówki wyskoczył jakiś nagi (chyba) mężczyzna w którym rycerz rozpoznał tego... Corrina, czy jak mu... jej... tam. Potem zawalił się daszek i walczący zniknęli.

Ciało Joachima po raz kolejny postanowiło przejąć nad nim kontrolę, miast czekać na decyzję z mózgu. Nawet nie zauważył, kiedy dobył miecza i rzucił się z bojowym okrzykiem na zaniepokojonych strażników powozu. Ci nie dali się zaskoczyć i natychmiast wybuiegli na spotkanie von Boergowi. Jednak masa rycerza dawała mu niezły impet. Wpadł na jednego z napastników, obalając go. Natychmiast obrócił się, dodając mocny cios trzymanym oburącz mieczem. Zadźwięczała stal. Czarny sparował uderzenie, po czym wyprowadził błyskawiczną odpowiedź. Joachim uchylił się w ostatniej chwili, ale i tak ostrze zahaczyło o rękaw jego kaftana, rozdzierając go. Rycerz kopnął wstającego czarnego i sparował kolejny atak jego towarzysza. Rycerz i zabójca wymienili jeszcze kilka ciosów, po czym odskoczyli od siebie. Joachim uniósł miecz nad głowę i markując potężny cios z góry, rozrąbał ramię ponownie gramolącego się z ziemi czarnego, który zawył tak głośno, że z najbliższych domów powybiegali zaniepokojeni mieszkańcy. Wrócili jednak zaraz po tym, gdy drugi zabójca przebił na wylot ramię rycerza, kiedy ten wyciągał miecz z leżącego. Joachim warknął, zaklął, puścił miecz i wyrwał sztylet z cholewy buta. Nie zdążył go jednak użyć, gdyż czarny był już przy nim i ciął go w brzuch. Von Boerg wykonał niezgrabny unik, który uratował mu życie. Broń zabójcy zostawiła długą acz płytką ranę ciągnącą się od pachwiny aż po kolano. Rozeźlony rycerz cofał się, kulejąc i bronił przed coraz szybszymi pchnięcami czarnego. Joachim krwawił oficie i nie zdołał jeszcze zranić drugiego zabójcy. Sytuacja nie wyglądała najlepiej...
http://i29.photobucket.com/albums/c294/Qrchac/dzienwmoon.jpg
Wszyscy:
Krasnolud pokręcił głową.
- Nie wiem co myślał kapitan podejmując taką decyzję. Widocznie miał swoje powody. - spojrzał na diablę, potem przeniósł wzrok na Vica i na jego twarzy pojawił się ponownie szeroki uśmiech - Zawsze możecie odmówić wykonania rozkazu i zdezerterować. Ale jakoś nie radzę, chyba, że chcecie, żebym egzekucję wykonał na miejscu.
Weszli do karczmy i tam każdy z nich dostał już oficjalnie swoją broń. Dantego nadal nie było nigdzie. Dowiedzieli się, że pomaga rodzicom wzmocnić drzwi i zabezpieczenia domu, miał wrócić wieczorem. W domu nie znaleźli nic ciekawego poza ciałem kobiety (wydawałaby się ładna, gdyby nie wyraz przerażenia na jej twarzy).

-Co do śladów to te cholerne chłopki roztropki zadeptał wszystkie. Z resztą teraz to i tak już po ptakach nawet gdyby tak nie było. Śnieg wszystko przysypał.
Morrget zarządził wymarsz i przeszli przez pokrytą zaspami śniegu osadę. Odwiedzili kilka domostw i zagród, lecz gdzie tylko się pojawili, mieszkańcy wioski odwracali się od nich i uciekali w strachu, odmawiając wprost jakiejkolwiek pomocy czy też udzielenia odpowiedzi na nurtujące ich pytania. Kobiety w popłochu poganiały dzieci i kryły się w chatach ryglując za sobą drzwi i okiennice. Mężczyźni chwytali za broń wycofując się do swych domostw.
- Abi darconius diabolus! - wykrzykiwali, wymachując groźnie bronią.
W końcu Moondale wyludniło się całkiem, gdy przechodzili przez osadę. Zza uchylonych drzwi jednak, czy poprzez szpary pomiędzy okiennicami, śledziły ich cały czas czujne oczy. Morrget sfrustrowany w końcu tą podejrzliwością i brakiem pomocy ze strony mieszkańców, dał rozkaz aby wyjść poza krąg chat. Jedynie patrolowanie okolicy mogło teraz w czymkolwiek pomóc.

Szli w dość zwartym szyku. Niedługo miał nadejść wieczór i upragniony powrót do karczmy. Kolejne kroki stawiane były już automatycznie, zmęczenie pogarszał wiatr przenikający chyba do samych kości. W już mieli zawracać do wioski kiedy kontem oka Vic zauważył coś w śniegu. Szturchnął ręką mnicha wskazując na zaspę. Udali się w jej kierunku. Kapłanka podążyła i od razu zauważyła, że coś z niej wystaje.
Podeszli do zaspy, sterczała z niej ręka. Z palców zwisały zamrożone krople krwi. Darley rozejrzał się od razu po okolicy i dostrzegł nieopodal wyraźne ślady pozostawione na śniegu, zdawało się, że to tropy jednego wilka.

===========================
Vic udany test Spot (DC:15 Wynik 21 = Rzut 20 + Skill +1);
Maveshi nie udany test Spot (DC:15 Wynik 6 = Rzut 6 + Skill +0);
Shirey udany test Spot (DC: 15 Wynik 19 = Rzut 15 + Skill +4);
Derley udany test Spot (DC: 15 Wynik 15 = Rzut 11 + Skill +4);
No tutaj się z tobą trochę nie zgodzę: dobór profesji w pierwotnych KCtach był wynikiem tzw. "wczesnego D&Dyzmu" gdzie profesje nie odzwierciedlały faktycznego obrazu zajęć społeczeństwa Orchijskiego tylko wedle widzimisię pana Artura odzwierciedlały zajęcia i funkcje społeczne, którymi najczęściej na Orchii parają się poszukiwacze przygód.

Gdyby cywilizacja preimperialna czy imperialna miałaby być budowana przez takich tylko osobników, to wciąż znajdowałaby się w epoce kamienia łupanego. Gdzie są rzemieślnicy, rolnicy, mistrzowie cechowi?? Przecież rzemieślnik to nie tylko ktoś, kto posiada odpowiednio wysoką specjalizację w umiejętności zawodowej, ale żyje z wielu swoich zawodów o podobnym profilu. Ktoś taki nie został odwzorowany. Doprowadziło to do sytuacji, gdzie każdy chłop to po prostu wojownik 0 POZ. Trochę to sztuczne..

Gdzie się podziali mędrcy, filozofowie, inżynierowie, prawoznawcy?? Rozwiązanie ich kwestii poprzez szkolenie pt. "Teoretyk" zasługuje na nagrodę w dziedzinie absurdu. Kto niby ma zostawać takim "teoretykiem"?? Gwardzista?? Złodziej?? Może rycerz??
Od biedy może jeszcze jakiś kleryk - ale przecież to nie klerykowie wymyślili koło, to nie oni rozwijali technikę, skoro oni zgłębiają sprawy wyższej wagi. I raczej nie będą to też czarodzieje, skoro oni zajmują się magią, a nie nauką.

Poza tym co u diabła robi bard i kupiec w Kaście Łotrowskiej?? Ja rozumiem, że każdy bard to pijak, a każdy pijak to złodziej - ale litości, to jest wstrętna generalizacja rodem z AD&D. A kupiec?? No niby każde dziecko powie, że wszyscy kupcy to złodzieje i oszuści - bo fałszują monetę, kantują na wadze a w karczmach podają rozwodnione piwo - ale tak naprawdę kupiec znalazł się wśród łotrów, bo nie mieli go gdzie indziej wstawić. Bo nikt kiedyś, dawno temu nie pomyślał o tym, żeby stworzyć Kastę Społeczną i tam umieścić wszystkich osobników parających się budowaniem i rozwojem cywilizacji. A nie tylko łupaniem mieczem, rzezaniem sakiewek, klepaniem paciorków czy medytowaniem nad zakurzonymi księgami.

Co innego to te wszystkie zabójce demonów itd. - takie profesje rzeczywiście można zastąpić szkoleniami. Ale jeśli KCty mają się jakoś trzymać spójności i logiki, to bez Kasty Społecznej i odpowiednich dlań profesji - ani rusz...

Nie muszę chyba przypominać jak w Świecie Almohadów rozwiązano kwestię mędrców?? Było to szkolenie specjalistyczne dające +10 do INT i MD, z opisem na dwie linijki. ŻENADA!!!
Owy deszczowy dzień zblizał się ku końcowi.W strugach rzęsistego deszczu przechadzała sie dobrze okapturzona postać,szła bardzo wolno dość grząską drogą.Kierowała się do gospody na spotkanie że swojmi braćmi i siostrami.Nie była w tych stronach dość długo <unosi trochę głowe do góry >
-Ehhh to już nie daleko...<mówiła do siebie>...jeszcze kilka kroków i będziesz na miejscu?Była w podrózy dość długo,jest już zbyt dobrze zmęczona.......<jej powieki są zbyt ciezkie aby stawic im opór>unosi glowę wyzej aby troche zimnej wody na twarz skapło.Po wielkich udrekach dotarła do karczmy,przez okno zauważyła swojego mistrza Kahiego i wspaniałego wojownika Arhiliona .... ktorego jakas mała dziewczynka wrecza koszulę<usmiecha sie delikatnie do siebie>......-nie no aż tak mu brakuje kobiecej ręki szepneła do siebie...ale żeby do tego wykorzystywac małe dziewczynki niech ja go dorwę....
W tym momęcie otworzyła drzwi do gospody,<w tym samym czasie błysneło się za nią>.Obecni goscie zwrucili swoje głowy w postac w drzwiach ,której nie zbyt dobrze widac jej oblicze gdyż jest przysłoniete kaptórem,jedynie co ją wyrózniło to łuk na jej plecach.Był wspaniale wykonany i posiadał w sobie delikatną aurę.Postać stompała bardzo powoli kierując się w stronę Krasnoluda,wojownika i krasnoludki która przekomazała się z nim.
-Nie to wszyscy diabli coś ty Myiu zrobiła z moją koszulą <energicznie ją przeglądał na rózne strony>chciał ją załapać szybkim ruchem ręki ale zdąrzyła mu uskoczyc na bezpieczną odległość,ąle zrobiła o jeden krok za daleko wpadając na zakapturzoną postać,która się zblizyła do ich stołu.
-Ejjj co jest...<warkneła ze złosci>znowu jestem morka .....<zagryzła wargi> jaki dziś mam nie fart........<uniosi głowę>a ty kim jestes ?-przemówila do owej postaci
Pozostali tez na chwilkę zawiesili swoje rozmowy,spojrzeli na ową postać<spoglądają na zakapturzoną postac>......tak kim jestes -przemówił krasnolud..... i czemu nam przeszkadzasz w waznych sprawach bractwa <spojrzał srogo>...jesli masz jaka sprawę mów ,lub odejdz w pokoju.
-Hmmm ......<głos zastygł w powietrzu>nie poznajesz mnie braciszku Kahi i ty Arhilionie .....<mowi szeptem> posłałeś po mnie abym się wstawiła....<zdejmuje kaptur z głowy> to ja ......przerwała w pólsłowie ,gdyż powoli zaczeła się osuwać na podłogę.W tym momęcie ukażała się jej twarz
-Ależ to ACILA......<troche ich zatkało>gdzie się ona podziewała tyle czasu-powiedział Kahi
-Nie wiem,ale bedzie musiała się jakos wytlumaczyć-szepnoł Arh wstał i ją podniusł ja na swoje ręce i zaniusł do wolnego pokuju...........
Ciemna postać wysłana przez boga daleko była poza miastem Bez Nazwy, dzień drogi oddzielał ją od celu podróży. Tymczasem na miejscu...

... Jacek zbliżała się do centrum osady. Ze wszystkich stron otaczały ją zgliszcza spalonych domów, gdzieniegdzie jeszcze dym delikatnie pełzał między czarnymi palami. Nagle jej oczom ukazał się taki oto widok:
Młody mężczyzna w przepasce biodrowej i dziewczyna w strzępach drogiej sukni nacierających na siebie z widłami. Za nimi na wpół otwarte zejście do murowanej piwnicy.

- Eri? - zapytała zdziwiona Jacek. Placek spojrzał spode łba i zarżał końskim śmiechem.
- Yyy... Jaaa....aaaaaaaaaa !!!..... - mężczyzna dźgnął byłą czarodziejkę w udo. - Ty gnido!
Jacek zeskoczyła z siodła, wyjęła pięknie błyszczący miecz i zaczęła biec w stronę przerażonego.
- Wy mężczyźni!! Zero szacunku!!
- Hej, hej... chwileczkę mości rycerzu. Jam jest Rupert von Everett, ten który... - nie dokończył.
- Uoo matko! Rupert?? To ty?? - krzyknęła z niedowierzaniem Jacek, omal nie potykając się z wrażenia. Zatrzymała w pół kroku, starając się utrzymać równowagę, co jest trudno wykonalne dla rozpędzonej kobiety w zbroi; udało się jednak.
- co wy tu robicie?? Znaczy się oprócz bójki na widły - dodała chwilę później.
- Niech mnie wszyscy diabli.... nieszczęscie goni nieszczęscie - mruknął pod nosem Rupert.
- Hmm.. widzisz... - zaczęła Eri - Rupert zmienił się jakiś czas temu w burzołaka. Na szczęście jego "moc" - tu skrzywiła się nieco - przestała działać - jednak zdąrzył sfajczyć trochę wioski...
- Aj tam, zaraz sfajczyć... - żachnął sie były burzołak, co Placek skwitował kolejnym wybuchem końskiego śmiechu.
- Hmm.. no i tu była karczma.... kiedyś - kontynuowała Eri - która ocalała wiele wieków, oparła się pożarom i wojnom...
- Aż do dziś... - weszła w słowo Jacek, co wykorzystał Rupert, by znów się wtrącić:
- No i ona była magiczna, a w swych piwnicach.....

...
Szybko zdjęła z siebie wszystkie ubrania, wzięła kawałek mydła i weszła do balii. Wreszcie mogła się porządnie umyć, poczuć się naprawdę czystą. Zanurzyła głowę, żeby umyć włosy, szybko i starannie wyszorowała całe ciało. Chwilę posiedziała bezczynnie, rozkoszując się ciepłą wodą, ale zaraz potem wyszła. Czuła się jak nowo narodzona.
Spojrzała na swoje ubrania. Do pokoju mogła przejść w tej dziwnej szacie, ale potem zmuszona będzie je założyć. Musiała je uprać, a potem liczyć, że szybko wyschną. Wrzuciła strój do wody i dzięki mydłu szybko doprowadziła go do porządku. Wyżęła pranie i założyła na siebie mięciutką szatę.

Trzeba będzie poprosić o nową wodę. Wszystko na nic. Będzie trzeba udawać, że umyliśmy się osobno ze względu na brud, ale potem wszystko będzie normalnie...
Zresztą, do diabła, niech myśl, co chcą.

Zastanawiała się, czy Matuzalem był w pokoju.
Jak wejdzie tam w tej szacie, czysta i pachnąca, z mokrymi włosami… Westchnęła. To przecież nie koniec krępujących sytuacji. Co z łóżkiem? Ją nawet bawiło to wszystko, gdyby nie fakt, że Matuzalemem targały zgoła inne uczucia.
Nie można było tego ciągnąć bez końca, nie można było temu zaradzić…
Trudno, co będzie, to będzie.

Nic nie było w stanie pogorszyć jej nastroju. Nawet nie zdawała sobie sprawy, jak bardzo była głodna i sama myśl o niedługim posiłku była przyjemna.
Wyobraziła sobie, że nie ulega namowom Matuzalema, unosząc się pychą żegna się z nim i wychodzi z karczmy. Tułałaby się gdzieś teraz po mieście, szukając taniej tawerny, mogłaby zapomnieć o wspaniałej kąpieli. Uśmiechnęła się szeroko, i nucąc wesołą piosenkę, tanecznym krokiem wyszła z łaźni, kierując się z powrotem do pokoju. Myśl, że być może w takim stroju nikt nie powinien jej zobaczyć, tylko ją rozbawiła.

Nie pamiętała, kiedy ostatnio czuła się tak dobrze. I jak łatwo było zapomnieć o kłopotach…
Stada szczurów, sterty śmieci, gęsta chmura spalin, obdarte budynki i horda tych dziwnych mieszkańców. Każdy przygląda się drugiemu tak uważnie, że wzbudza niepokój. Jakby mieli się zaraz pożreć. Witamy w Krycji!

To średniej wielkości miasto słynie z produkcji wełny, najstarszych kanałów podmiejskich na całej Nizinie Larockiej i wiecznego problemu ze szczurami (co niejako łączy się ze sobą). Wąskie uliczki są zatłoczone od świtu do zmierzchu, a ogromne, karle fabryki cuchną jak diabli. Modernizm zbiera tutaj obfite plony, kosztem moralności i sumienia... Czemu? O tym właśnie będzie ta historia...

Gustav Hasarl zapewne nie jest zbyt kreatywny karłem, co w przypadku jego rasy jest raczej powodem do wstydu. Nie ma w Revanmoth wielu osób, które nazwałyby karczmę "Platyniec". Hasarl był jednym z nich.
Sam lokal jest dość przyjazny dla oka - ruda, równo ułożona dachówka, z której wyrastają dwie metalowe rury - kominy, ze śmiesznymi stożkowatymi dachami. Poniżej postawione z cegły, pomalowane na czarno ściany z niedużymi okienkami i masywnymi dębowymi drzwiami. Właściwie budynek należy do tych bardziej solidnych w mieście. Wnętrze jest dość przytulne - kilka okrągłych, drewnianych stolików, krzesła i dwie loże, obite purpurą, zapewne dla gości specjalnych. Wysoka lada, za którą stał właściciel przetrwała już wiele burd, więc nikogo nie dziwią zadrapania i odpryskująca farba. Jak przystało na dobrą karczmę, w tle leci muzyka z szafy grającej. Zazwyczaj jakieś ariańskie pobrzękiwanie na skrzypcach, w czym lubuje się Gustav.

Tego wieczoru było tutaj niezbyt wielu gości. Przypałętał się jakiś mnichopodobny jegomość, który rzucał wszystkim surowe spojrzenia. Stolik dalej siedział karzeł, zajadający się krupnikiem. Najwidoczniej - łowca, co dało się poznać po zawieszonej na krześle strzelbie. Przy barze drinka zamawiał jakiś gość ze szpadą przy boku, a w progu stanął obdarty i wyleniały felpur. Wesoła grupka klientów, nie ma co.
Najpierw co do tarczy:
Mógłbyś zmienić na pawęż, ale nie o to chodzi - nie ma znaczenia jak nazwiesz tarczę, po prostu z tarcza tych gabarytów nie da się skutecznie walczyć. Większa tarcza nie oznacza lepsza - trzeba się nią umieć posługiwać. Pawęże może i są tarczami, ale jedyną ich funkcją jest ochrona przed ostrzałem (używane głównie przez łuczników - wychylić się i strzelić, nastepnie znów schować). Zazwyczaj miało toto jakieś szpikulce u dołu, by mozna było wbić pawęż w ziemię. Zmniejsz trochę tą gotycką, ewentualnie przestaw się na prostokątną rzymską - jeśli pragniesz dokładniejszej obrony. Oczywiście dostosować musisz te tarcze do krasnoludzkiego rozmiaru.

Diablę...? Znaczy tiefling, planokrwisty, półczart? Hmm... czemu nie... Zależy jeszcze, jakie dasz mu dziedzictwo. Czyli co z tej twojej skażonej złem krwi będzie wynikać.

Co do gadzin:
Kłóciłem się tu kawałek czasu z ak13, i wyszło, że smok nie taki zły, jak go malują - bo tęczowy i bla, bla, bla (nie będę tu tego przepisywał, zajrzyj wcześniej, ak lepiej to opisał...)
Zaś półsmoka nie przestraszy się żaden prawdziwy krasnal! (nie oznacza to że jest słaby... ale do pokonania bez przypakowania, czyli taka jak powinna być)
Jedynie trollucha jeszcze musimy się obawiać, bracie krasnoludzie...

Tera pancerz:
Pal licho jak zakładasz, nie wiem jak w tym wytrzymujesz... O to głównie mi chodzi...
Przyczepiając się jednak do feniksa, to jak on niby może pomagać przy pancerzu? Przecie rączek nie ma, a dziób, choć niewątpliwie mocny, raczej nie wystarczy... I oczywiście nie ma innych zdolności...?
A, i zdarzyło mi się kiedyś czytać takim pancerzu, który był złożony z całej hordy jakiś krzyształkó, odłamków czi podobnych cosiów... Trzymało się toto w skrzyneczce, a na słowo rozkazu wylatywało toto i układało się na ciele tworząc płytówkę... może coś takiego?

...nietrudno przeżyć spotkanie z berserkerem - chodzi o to, by przeżyć je w sposób ciekawy bądź nawet fascynujący (w miarę możliwości). Zaś co do gadzin, to może nieco trudniej jest uratować tyłek, ale o ile zabawniej.

Nawiasem mówiąc, to gdzie my jesteśmy w tej przygodzie? najpierw byli my na polance, troll lazł to jakiejś wioski, a półsmok do miasta chyba... Potem wyszło na to, że wioska to miasto. Tera krasnal, który jak dotychczas się nie ruszył, też trollucha zauważył... A trolluch woła jakiegoś karczmarza, to może przed karczmą stoi...? coś mi się poplątało...
Diabeł w swojej normalnej postaci przeszedł przez jedna z niezliczonych drzwi karczmy. W środku jak zawsze panował ruch, licze, demony, elfy, ludzie. Wszystko, czym pełne są sfery.
W jednym z kątów spostrzegł siedzącego znajomego, który skrobał coś energicznie na papierze. Podszedł do niego spokojnie przyglądając się pełnym pasji ruchom Iranhala.
- Cóż tak energicznie skrobiesz dobrodzieju. – Diabeł staną nad pisarzem, który na chwilkę oderwał się od pracy.
- A nic takiego, takie tam literki ^^. – Iranhal jak zawsze starał się zachowywać gościnnie.
- Miło widzieć że tak energicznie zabierasz się zapisanie. Nie będę ci przerywał mój drogi. –
Bokler pożegnał Iranhala lekkim ukłonem, a ten natychmiast wrócił do skrobania.
Rozejrzał się spokojnie po karczmie, wypatrując osoby, o której doniosły mu jego kocie źródła, w końcu dostrzegł cel swojej wizyty.
Anioł Gabriel, jeden ze zbuntowanych aniołów, który dawno temu postanowił walczyć za dobrą sprawę własnymi sposobami, sprzeciwiając się nawet rozkazom niebios. Siedział teraz lekko znudzony przy karczemnym stoliku.
Bokler podszedł do niego ostrożnie, i przysiadł się zwracając na siebie jego uwagę. Oczy anioła zapłonęły nienawiścią.
- Czegóż chcesz piekielna zmoro? –
- Oj, dlaczego od razu tak agresywnie przyjacielu. – Diabeł udawał obruszonego.
- Ponieważ jesteś wszystkim czego nienawidzę, i nie jestem twoim przyjacielem. – Anioł odwrócił się starając zignorować rozmówce niczym natrętnego robaka.
- Nie wysłuchasz nawet propozycji, jaką chcę ci przedstawić? – Rzucił diabeł od niechcenia. Mimo wszystko przykuło to uwagę anioła.
- Cóż miał byś do zaproponowania, co było by godne mojej uwagi? – Spytał dalej nie odwracając się do rozmówcy.
- Czy interesuje cię może ktoś, kto sprawił wam tyle kłopotów, pewien diabeł, którego lokalizację mogę ci wyjawić, a z którym z tego, co pamiętam masz pewne porachunki? –
Gabriel odwrócił się powoli w stronę diabła, który teraz był całkowicie spokojny.
- Wiesz, gdzie jest Kabraxis…- To imię ledwo przeszło mu przez gardło.
- Tak, wiem gdzie on jest. I mam dla ciebie propozycje. –
- Słucham cię teraz. –
- Przysięgniesz mi wierność na trzysta lat, a ja, dam ci Kabraxisa, i pomogę ci go pokonać, abyś mógł pomścić wszystkie swoje krzywdy. – Diable oczy stały się czerwono purpurowe, błyszczące. Anioł zastanawiał się przez chwilę. Po czym spuścił lekko głowę.
- Wszystko, byle tylko zniszczyć sprawce mego wygnania. – Podniósł wzrok i spojrzał na Boklera z zaciętą miną.
- Zgoda. –
Diabeł uśmiechną się szeroko, po czym razem z Gabrielem wyszli z karczmy pozdrawiając przy wyjściu jeszcze raz zapisanego Iranhala.
-A na Utopii jest wysp wiele, wina mają przednie. To czym częstowałem, to tamtejszy specyfik. I nie ma koncesji na sprzedaż bimbru, A w czasie odbudowy, a nawet i bez tego, po prostu na wprost każdej świątyni winien znaleźć się taki przybytek, tylko proszę zrób drugą sale dla moich ludzików, nie są aż tak źli. Nawet oblegające diabły, nie zasłużyły na takie obojętne traktowanie! Tu zgłupieć można,- położył na blacie resztę złota- podaj coś na otrzeźwienie, zaczynam mówić głupio, jak jakiś płatnik, lub latawiec. Płacę za to co wypili, zjedli i zniszczyli,- mrugną do właściciela karczmy, bo i on nieco narozrabiał- A i za to co wypiją do czasu kiedy piasek przesypie się w tej klepsydrze. Tyle bowiem mają czasu, aby dołączyć do walki.- to powiedziawszy, postawił niewielka klepsydrę na barze i wcisną hełm. Spojrzał na Emiela, w oczy, i tamten zrozumiał że to popis, aby pokazać Pan(ń)om z piekła rodem, że rozumie ich emocje. Ale Chełm zapobieże już, dalszemu mówieniu głupstw. Popisy takie są bardziej w stylu Lucka. Poczy z szerokim uśmiechem dodał- a i za tę panią rad bym zapłacić, byle zechciała schronić się pod mym skrzydłem. Za wszystkich was bym zapłacił, tylko komu muszę dać w łapę, abyście (znowu) byli dobrzy?!
Po tych słowach odszedł w milczeniu do drzwi w, których minęło się dziś tyle dobra i tyle zła. Przed drzwiami obrócił się, uderzył ręką w pierś i wyprostował ją.
-„ Awe Aomium, propero In more saluto tibi” -Ach szkoda, że nikt nie zrozumie. Piasek w klepsydrze skończy się przesypywać kiedy stanę na przystani, pośród dzielnych wojów, prawie jak w mieście czerwonego diabła, które atakował ten sam głupiec co i miasto chleba, w którym zasiada na tronie król słońce,- I de już, nie żałuj im napitków, ani jadła, jak przeżyje to dopłacę, gdyby brakło. Jak zginę, niech pomodlą się za mnie, może wrócę i tak dopłacę. Jeśli nie, niech się cieszą z mnie bo wrócę do domu, i będę szczęśliwy, a już tęsknota za wami mnie zżera. Jednak miło by było stanąć razem w szeregu, ramie przy ramieniu, i dokopać temu wielkiemu … Który pluje na was, i uważa, że jesteście mniej warci niż to co zostawia w piasku jego kotek. Obrócił się l zaczął śpiewać
„…Napotkane czyjeś serce
Żołnierz drogą maszerował,
nad serduszkiem się zlitował,
serce do plecaka schował , i pomaszerował dalej”
Drzwi zamknęły się za aniołem, dał się słyszeć szelest, rżenie konia i tętent kopyt. Ci którzy wyjdą za mną tymi drzwiami pojawią się tam gdzie weszli, i nie zauważa nic szczególnego. Lecz ci którzy zapragną iść za mną zobaczą konie i rydwany naszykowane specjalnie dl nich, imiennie. Mało ich, szkoda. A kiedy jechał zaśpiewał, „ Niebiańskie dzieci pójdziemy, w bój”- tyle go było słychać a i widać.
W pustej karczmie brak odpowiedzi. Karczmarz z rusznicą krzyczy, żebyście się wszyscy do diabła wynosili, bo zastrzeli..

Obydwoje tracicie przytomność powoli, musicie się starać pozostać przy zmysłach...
Człowiek przez tych, którzy go znali zwany Makbetem obserwował nadejście Curta. Ubranie przesiąknięte krwią mówiło wyraźnie, iż nie próżnował.

- Twe zdrowie. Uniósł puchar, uszczuplając jego zawartość o kilka łyków. - Inteligencją może nie grzeszy, ważne że robi, co do niej należy. I ważne, że gdy najdzie mnie ochota, by nauczyć kogoś lekcji pokory, nie muszę nawet odchodzić od stołu, i rąk swych tym brudzić. Spojrzał z nieznacznym uśmiechem na dłonie kompana. - Wybaczcie mi jednak, gdzież me maniery. To przez tą podróż, zbyt długo w drodze już jestem, i zapominam czasem o podstawowej nawet kulturze. Zwą mnie Makbet. Skłonił się przy tym lekko. Zmarszczki wokół jego oczu świadczyły, że ogląda wschody słońca już przynajmniej przez pół wieku, choć równie dobrze mógłby mieć koło czterdziestki, czy też sześćdziesiątki.
- A jak Ciebie zwą dobry człeku? O ile to słuszne określenie. Patrząc na Twe źrenice, sposób w jaki się poruszasz, można wywnioskować łatwo, iż jesteś jednym z cechu wiedźmińskiego. Nie mylę się, prawda? Was łatwo wypatrzeć. Wyróżniacie się w tłumie...
Co Cię sprowadza w te strony?

Wzrok jego przykuł mężczyzna, który przekroczył próg karczmy. Nie znał go osobiście, ale słyszał o tym agencie Trojdenów. I żadna rzecz z tego co słyszał, nie była pochlebną opinią. Nikt tylko nie śmiał zarzucać mu efektywności w tym, za co się zabierał. Co u licha robi ktoś taki robi w tym miejscu, właśnie teraz? Nie było to istotne. Przed swą podróżą do Nilfgaardu czasem udzielał swej pomocy rodowi Trojdenów, choć nigdy w sposób tak bezczelny jak ta, jak ją zwą, Loża, nie próbował manipulować władzą. Nie aż tak bezczelny. Poprawił się w myślach.

U diabła, kto wie, jak nić Przeznaczenia wygląda. Może miast szukać, pozwolić by samo się wszystko odnalazło? Doświadczenie pokazuje, że centrum wydarzeń przyciąga zazwyczaj jak magnes...

Dokończywszy rozmowę z nowo poznanym kompanem, przeprosił go na chwilę, po czym przysiadł się do nieznajomego. Po niemiłosiernie przedłużającej się chwili milczenia, podczas której zaczynał wierzyć już w prawdziwość większości plotek, jakie powstały o tym agencie, jego gładki i ostry ton głosu przerwał ciszę.

- Twa reputacja zdaje się Cię wyprzedzać Panie. Cóż sprowadza tu tak szacownego charakternika. Gdyż jak mniemam, to nie w celach rekreacyjnych przybywasz. Od służby nie ma wakacji...
Powiew wiatru był niepokojący. Alia wracając do karczmy rozglądała się uważnie. Czyżby ktoś ją obserwował? Wzrok dało się wyczuć przez skórę. Jednak krzyki dobiegające ze środka przypominały jej, że w tawernie mogli potrzebować jej pomocy. Przyspieszyła kroku i zlekceważyła przeczucie.

Sytuacja wewnątrz wydawała się być opanowana. Mimo krzyków nie działo się tu nic nadzwyczajnego. Wampir zniknął, acz jego obecność wyczułaby nawet niewprawiona czarodziejka.

- Co u diabła?! - krzyknęła, zaskoczona Alia. Znienacka została dotkliwie uszczypnięta w cztery litery. W mgnieniu oka była gotowa do walki. Jednak przeraza cofnęła się, jakby skarcona. Przecież to Zwierzak! W takim wypadku w pobliżu musi być Eskel. Zaiste, stał trochę z boku. Uśmiechnął się lekko i skinął głową. Była zdumiona. Eskel podszedł do jednego z pomocników karczmarza, coś tam szeptał.

Nie była pewna, czy uśmiech był szczery czy złowieszczy. Minęło tyle lat, może czas wyjaśnić stare niezgody i zacząć od nowa? Ona już dawno odrzuciła stare zadry, które niegdyś się zrodziły.

...

Wszelkie spory w brygadzie zaczęły się po odejściu Atheriona. Na wspomnienie tego co zrobił, tego co działo się w ostatnich dniach przeszył ją nieprzyjemny dreszcz.. Eskel chciał przejąć dowodzenie nad brygadą. Jednak Alia nie zniosłaby tylu zmian. Jej kategoryczny sprzeciw wzbudził w nim niepokój i złość. Zawsze panowała między członkami Vrihedd bezsprzeczna przyjaźń. Przyświecały te same cele. I nagle wszystko runęło. Mogłoby się wydawać, ze nienawiść do Atheriona powinna ich trójkę spoić. Stało się jednak inaczej. Każdy poszedł w swoją stronę. Teraz być może będzie okazja by kartę odwrócić.

...

Czarodziejka zdawała sobie sprawę z tego, iż zbyt wiele razy dziś była nieostrożna. Nieobecna. To nie w jej stylu. Czas wyostrzyć zmysły. Rozejrzała się po karczmie. Dopiero teraz zauważyła ile tu osobistości. Bałagan i niedbalstwo obrzydzały ją. Była bardzo niezadowolona, ze przyszło jej przebywać w takiej spelunie.

Jej wzrok przykuła jednak znajoma postać czarodziejki. Podeszła bliżej. Tak, to na pewno ona. Lo stała tyłem, jednak Alia wyczuwała wyczerpanie jakie biło z ciała starej przyjaciółki. Wiedziała, ze musi jej pomóc, wzmocnić jej aurę. Alia położyła więc dłoń na ramieniu kobiety. Napełniła ją energią. Lo odwróciła się, spojrzała z wdzięcznością na czarodziejkę. Nie padły sobie w ramiona, nie musiały, taka bliskość nigdy nie była im potrzebna. Były ponad to.

- Eskel tu jest. A ja muszę z wami pomówić. - wyszeptała Alia.
MG

Dwaj drabowie ledwo zdążyli wyholować niziołka przez drzwi, przy czym trochę go sprasowali bo były ciasne, a już stało się coś innego. Z końcówki pogiętego, sękatego kija wyleciała chmura czarnego pyłu, przemieszczając się szybko w stronę twarzy jednego z ludzi, tego po lewej stronie.
Drab wypuścił niziołka i wrzasnął. Przeraźliwie, jakby dostał właśnie nożem po żebrach. Złapał się za twarz i padł w błoto obok studni, gdzie jakiś przerażony dzieciak męczył robaki.
- Uaaa, moje oczy!! moje oczy!! nic nie widzę, widzę ciemność, moje oczy!! chłopaki, pomocyyy!!
Pozostali złapali leżącego draba i rzucili się do panicznej ucieczki ciemnym zaułkiem.
Jednocześnie niziołek kątem ucha zarejestrował jakieś dźwięki warkliwej rozmowy dochodzące z pobliskiej stodoły, a zaraz potem ją zobaczył. Stał całkiem niedaleko, za jej plecami.

Z wnętrza stodoły wyszła cichcem ruda dziewczyna, domykając za sobą skrzypiące jak cholera drzwi. Poruszała się bardzo cicho i płynnie, w garści ściskała jakąś broń białą, może miecz, może coś innego. Nie zauważyła go. W tym momencie miała co innego na głowie. Jednak przy słabym poruszeniu usłyszała trzask kości, aż przeszły ją ciarki po plecach. Zastanawiała się, czy gwałtownie się odwrócić, czy próbować czegoś innego. Mogłaby zdradzić swoją obecność, a to nie było na rękę.
Pozostali w stodole ludzie niczego nie zauważyli. Byli całkowicie pochłonięci jakimś dziwnym tańcem. Tańcem, który zakończy tylko jeden albo dwóch. Nie mogli pozwolić sobie na luksus odwrócenia wzroku, nawet jeśli słyszeli otwierane wrota.

Chwilę potem ze środka doszedł jakiś gulgot i przez zamknięte drzwi przeleciał człowiek. Martwy człowiek. Wpadł na dziewczynę i przewrócił ją wprost w objęcia niziołka, leżącego już na plecach w błocie. Zdarzenie było tak nagłe, że nie zdążyli zareagować.

Pozostali dwaj siedzieli w karczmie i rozkoszowali się spokojnym jak diabli wieczorkiem. Nie bardzo wiedzieli co tu robić, byli tutaj obcy, a intratne zadanie zdawało się poza zasięgiem, bo nie chciało im się spytać kogo trzeba albo nie mieli odwagi.
Witam! Mam nadzieję, że sie nie powtarzam z tematem. Otórz przyszlo mi zamieszakć na Ujeścisku, po troszku poznaję historię tego miejsca:
pozwólcie, że się nia podzielę:

Ujeścisko - dawna wieś, dziś wielka dzielnica miasta - ma bogatą historię. Zabytkowy jest układ centrum wsi, ze stawem, przy którym (między ulicami Lubelską i Białostocką) jeszcze przed wojną stał niezwykle ciekawy kościół z 1647 r. Na razie zajmiemy się jednak tylko intrygującymi, pełnymi zagadek przemianami jej nazwy. O problemach związanych z ich rozszyfrowaniem świadczy fakt, że językoznawcy jej unikają. Daremnie szukalibyśmy jej w takich, skądinąd bardzo cennych opracowaniach, jak wydane w 1946 r. „Nazwy dzielnic i okolic Gdańska” Stefana Hrabca, „Toponimia byłych powiatów gdańskiego i tczewskiego” Haliny Bugajskiej (1985) czy pracy zbiorowej „Nazwy Miast Pomorza Gdańskiego” (1999). Spróbujmy rozwikłać tę zagadkę. Zacznijmy od tego, że dzisiejsza nazwa jest stosunkowo młoda: pojawiła się w wydanym w 1879 r. we Lwowie dziele Wojciecha Kętrzyńskiego: „Nazwy miejscowe polskie Prus Zachodnich”, w postaci Wujeścisko. Przedtem (i potem) dominowała niemiecka nazwa Wonneberg lub Wonnenberg, wprowadzona w 1379 r. w dokumencie komtura gdańskiego Walpoda von Bassenheyma. Było to zresztą potwierdzenie nadania wsi ok. 1340 r. mincerzowi Konradowi przez Winryka von Kniprode. A więc co najmniej od tego czasu był to Wonneberg - z różnymi odmianami: Wunnenberg, Wowemberg, Wonnebergk itp.

Czy jednak nie było żadnej innej nazwy? W protokóle lustracyjnym z 1598 r. znajdujemy Miesczino seu Wowemberg, co oznacza, że Polacy nazywali tę miejscowość Mieścinem. W dodatku od dawna. Spotykamy tę nazwę już w 1338 r. w dokumencie lokacyjnym Oruni. W zawartym w nim opisie granic wsi Orunia czytamy: „druga granica przechodzi… dalej koło dóbr Blestewitz aż do posiadłości Mesthin; trzecia granica idzie obok tej ostatniej aż do majątku biskupiego, który zowie się Górka…” „Dobra Blestewitz”, to oczywiście Łostowice (wówczas Włostowice), Górka - to należące do biskupa kujawskiego tereny Chełma i Biskupiej Górki, nie ulega więc wątpliwości, że ów Mesthin czyli Mieścin, to dzisiejsze Ujeścisko. Nazwa na pewno pochodziła jeszcze sprzed czasów krzyżackich. Na koniec sensacja: Właściciel Niestępowa Walenty Wolski, który przeżył w Gdańsku oblężenie roku 1807, po wkroczeniu wojsk napoleońskich wrócił do swojej wsi. W relacji z tych dni wspomina drogę „do Miesczyna czyli Wonnebergu”. A więc polska nazwa żyła jeszcze w początkach XIX wieku! Jak doszło do tego, że Mieścino przekształciło się w Wujeścisko, potem w Ujeścisko - nazwę bezpodstawną, bo nie ma tam i nie było żadnego ujścia? Szkoda, że po wojnie nie przywrócono prastarego polskiego Mieścina!

legenda:

Nie mógł sobie diabeł znaleźć miejsca w Gdańsku. Tułał się po okolicy to tu przysiadł na chwilę, to tam. Gdziekolwiek by się jednak nie pojawił zaraz go ludzie przeganiali nie bojąc się ani czarciego wyglądu ani złych mocy Spokój i ciszę niezbędną zarówno do egzystencji jak i powiększenia diabelskiego stadka znalazł zły dopiero na Pieklisku, które to miejsce zaczęto tak nazywać, od czasu gdy diabeł wreszcie znalazł tam swój kącik. Zapraszamy dziś na spacer właśnie w okolice Piekliska, gdzie po diable nie ma już ani śladu, a okolica może poszczycić się rzadko już spotykanym w centrum miasta ciszą i spokojem. - By dojść się na Pieklisko, trzeba skręcić z ulicy Łódzkiej na Ujeścisku w ulicę Cedrową na wysokości starego cmentarza - tłumaczy Piotr Mazurek, przewodnik PTTK, który prowadzi nas przez Pieklisko. Mijamy stary cmentarz, gdzie w czasie wojen napoleońskich pochowano polskiego pułkownika Parysa, który poległ w walkach na jednym z szańców Wisłoujścia. Dziś po mogile Parysa na niewielkim i opuszczonym cmentarzyku nie ma już śladu.

Kilkadziesiąt metrów dalej kończy się asfaltowa droga, a zaczyna stary, bo jeszcze XVIII- wieczny trakt. Gdzieniegdzie spod ziemi wystają kocie łby którymi dawno temu wyłożono drogę. - Prowadziła z Ujeściska przez Pieklisko w okolice dzisiejszej Kartuskiej. Stara, droga łączy się dziś właśnie z Kartuską - opowiada przewodnik. Krążymy więc po Pieklisko. Gdziekolwiek nie zboczymy ze starego traktu powitają nas zdziczałe owocowe sady. Na rozwidleniu dróg - resztki największego niegdyś gospodarstwa w tych okolicach. Nie wiadomo już za to, w którym dokładnie miejscu stała na Pieklisku karczma. Oprócz zapisków w starych dokumentach nie pozostał po niej żaden widoczny ślad.

cyt. z ujeścisko.com
Witamy Cię serdecznie w gronie Użytkowników forum Karczmy Diablo 2l. Miejsce to stworzyliśmy z myślą o Tobie i wszystkich tych graczach, którzy cenią sobie towarzystwo osób o podobnych zainteresowaniach i pasjach. Mamy nadzieję, że aktywnie włączysz się w budowanie niepowtarzalnej i zostaniesz z nami jak najdłużej.

Poniższe zasady regulują uczestnictwo w dyskusjach na łamach naszego forum, także proszę je wziąć do serca by później nie było niepotrzebnych nieporozumień.

1. Zabrania się:

- używania słów powszechnie przyjętych za obraźliwe wulgarne i niekulturalne.
- wyszydzanie, bezpodstawne oskarżanie innych użytkowników.
- w szczególności grożenie innym wirtualnie jak i w rzeczywistości, pomawianie,
obrażanie na tle przekonań, wyznania, rasowym, religijnym, płciowym, przynależności
społeczno-kulturowej itp.
- szeroko pojętego spamowania oraz floodowania.
- propagowania piractwa ( a szczególnie oferowanie, wysyłanie zapytań, udostępnianie bądź linkowanie do
pirackich plików (gry, filmy, muzyka, programy, książki ... itp.) lub stron
umożliwiających pobranie takich plików.
- propagowania pornografii, narkomanii, przemocy, nienawiści rasowej czy religijnej.
- umieszczania postów o charakterze reklamowym ( informacje, bannery o innych serwisach internetowych itp. ).

2. Wskazówki

- staraj się pisać konkretnie, jeśli nie masz nic sensownego do dodania to nie pisz.
- Traktuj innych tak, jak chcesz aby Ciebie traktowano.
- Wyłącz CapsLock - w Sieci pisanie dużymi literami jest uznawane za krzyk.
- staraj się dbać o swój język, pomyśl zanim coś napiszesz i sprawdź czy nie ma
błędów, ortograficznych, stylistycznych. Pamiętaj Twój język świadczy o Tobie.

* Pamiętaj nie możesz usuwać swoich postów, mogą to robić jedynie
Moderatorzy na Waszą prośbę lub bez Waszej zgody
* Jedynie w forum "Poradniki & Strategie" oraz kategorii "Hande;" można edytować swoje posty.

-----------------------------------------------------------------

* Łamanie powyższych zasad w zależności od stopnia przewinienia będzie karane,
zerowaniem licznika postów ( degradacji ), zbanowania lub innymi dostępnymi
środkami.

* Na forum Karczmy Diablo 2 podstawową władzę stanowią Moderatorzy i
Administratorzy. Mogą dowolną wypowiedź usunąć, edytować, zablokować
możliwość dodawania kolejnych bez podania przyczyny.

* W przypadku nieuzasadnionego potraktowania przez Moderatora możesz zwrócić się
do Administratora Forum ( którym jestem ja ) w celu wyjaśnień.

-----------------------------------------------------------
* Serwis Karczmy Diablo 2 nie ponosi odpowiedzialności za wypowiedzi oraz materiały
umieszczone na forum przez użytkowników. Opinie wyrażone przez użytkowników
są wyłącznie ich własnością.
Jako rzekłem wczoraj, dziś pierwsze małe co nieco w temacie bieszczadzkich legend. Miłej lektury

Biesy i Czady
Na początku na tym skrawku ziemi, zapomnianym przez Boga, tylko diabły harcowały. Nie były to jakieś diabły szczególne, ot zwyczajne pospólstwo. Ich mnogość powodowała, że ludzie nie chcieli się na tym terenie osiedlać. Wydawało się, że ta część Karpat na zawsze pozostanie bezludna.
Kiedy w wyniku czarcich eksperymentów wyhodowano w piekle nowe odmiany diabłów, jedne z nich nazwano biesami, a drugie czadami. Postanowiono umieścić je w tym zapomnianym zakątku. Wtedy też powstała nazwa – Biesczady.
Ale gdzie jest diabeł, powinien być i anioł, bo gdzie zło powinno być i dobro. Niestety sfery niebieskie nie zgodziły się wysłać do Biesczadów aniołków. Zatem biesy i czady uradziły, że biesy będą od złego, a czady od dobrego. I natychmiast wróciła normalność do tej krainy, a wraz z nią przybyli ludzie. Nie od razu, ale powoli zaczęli się osiedlać. Jedni przybywali tu z Małopolski, inni z Rusi, a jeszcze inni z Wołoszy, ze Słowacji i od Madziarów. Tak się tu wymieszali, wykotłowali, że teraz nie poznasz kto skąd. A biesy i czady? No cóż, robią od kilkudziesięciu wieków swoją zwykłą diablo – anielską robotę, raz lepiej, raz gorzej ...

Czego przykład uczestnicy mini zlotu bieszczadzkiego, mieli okazję na własnej skórze doświadczyć w Łopience, gdzie najpierw biesy unieruchomiły autko, ale po rozpaleniu rytualnego ognia, czady sprawiły, że mogliśmy udać się na dalsze zwiedzanie.

Diabelskie Szczycisko.
Rzeka Wetlina wpływała niegdyś do Sanu, ale biesy nie były z tego zadowolone, usypały zatem na jej drodze Szczycisko. Wetlina aż się ze złości spieniła i tak powstały Sine Wiry. Cóż, kiedy góra była ogromna i rzeczka nie mogąc dać jej rady musiała gwałtownie skręcić w kierunku Solinki, do której teraz wpada. Od tego czasu biesy nieustannie na Szczycisku siedziały i pilnowały, żeby im czady, broń Boże, góry nie rozkopały. Kiedy jacyś ludzie pojawili się na Szczycisku biesy wysyłały przeciw nim Błądzonia, żeby ten ze ścieżek ich sprowadzał i po kniei wodził. Jako, że ludzie często tu błądzili, rzadko zapuszczano się w te strony. Z czasem jednak przymuszeni potrzebą zrobili przez Szczycisko drogę z Tworylnego do Zawoju. To właśnie na tej drodze zdarzyło się straszne nieszczęście. Bez wątpienia biesy pomieszały ludziom w głowach. Otóż Hrycz Hajduk z Łuhu żenił się z Paraską Jurków z Tworylnego i w tym samym dniu Michał Steciw z Tworylnego brał za żonę Hrystę Magdycz z Jaworzca. Orszaki weselne po ślubach w cerkwach wyruszyły do domów panien młodych, wstępując po drodze do licznych karczem. Oba orszaki spotkały się na Szczycisku. Ktoś komuś musiał ustąpić drogi. Tworylnianie byli zdania, iż to oni mają pierwszeństwo i Jaworzyńcy powinni zjechać im z drogi. Ci jednak nie chcieli ustąpić. Spór postanowili rozstrzygnąć starsi drużbowie weselni. Natarli na siebie z siekierami w ręku. Bój był, jak się okazało śmiertelny. Drużba jaworzyński ugodził swego przeciwnika w pierś, gdy ten niemal w tej samej chwili ciął go w głowę. Obaj padli nieżywi.

(na podstawie: Andrzej Potocki – Księga legend i opowieści bieszczadzkich – Lesko 1998)
REDONIUS -

Najpierw biegł by jak najszybciej dopędzic walecznego karczmarza i resztę wikingów z "Martwego Południowca", ale później, gdy juz dopadł ściany lasu zwolnił do truchtu, a wreszcie pośpiesznego marszu. Raz, że las już od samego skraju był dość gęsty, dwa, że niezwykle szybko zapadł zmierzch i gęstniał coraz mocniej.
Uroczysko otwarło przed nim swe gałęzie-ramiona, a zaraz za plecami zamykało się jak furta więziennej celi. Kierował się w stronę odległych okrzyków mężczyzn, które raz przybierały na sile, raz cichły zupełnie. Poza tymi krzykami w lesie panowała absolutna cisza, nie odzywało się żadne zwierze, ni naziemne, ni skrzydlate. Raz tylko, gdy poczuł nagle że coś ukrytego spoziera na niego badawczo i zerknął szybko w tamtym kierunku, ujrzał wielkiego puchacza siedzącego na gałęzi karłowatej sosny. Gdy spojrzenia człowieka i ptaka skrzyżowały się, zwierzę zerwało się do lotu i zniknęło w ciemnościach pohukując złowieszczo. Raz jeszcze, a pewnie nie ostatni Redonius uczynił na pierśi znak krzyża i wezwał Jedynego, by ten okazał mu łaske i zesłał błogosławieństwo opieki.
Wkrótce cudzoziemiec stwierdził, że zaczyna błądzić, wydawało mu się, że obok wielkiej jodły z odłamanym szczytem przechodził już dwa, a może nawet trzy razy. W dodatku krzyki wikingów ucichły zupełnie i teraz już nie mógł sie nimi kierować. Zboczył więc ostro na wschód i zaczął skradać się ku, jak myślał krawędzi lasu...

-------------------------------------------------------------------------------------------------------

WOLF -

Z przekleństwem na ustach i uniesionym toporem Wolf runął na drugiego przeciwnika. Gdy był już tuż przy nim, zrobił nagły unik i miast uderzyć w miejsce, gdzie powinna znajdować sie głowa atakowanego, z półobrotu zadał cios w nogi. Celnie i skutecznie ! Stylisko topora wbiło się w coś twardego (kość? kolano?) i przechodząc jak przez masło (wspaniała broń! wspaniała stal!) wbiło sie z impetem w pień jodły. Trafiony i potężnie zraniony wróg ryknął w niebogłosy z bólu i choć nie miał już prawdopodobnie jednej nogi stał wciąż, a nawet, ciągle potwornie krzycząc, zadał cios.
Wolf steknął próbując wyrwać topór z drzewa, w które wbiła sie broń. Nie szło. Tuż przed nim, na jednej nodze ( z kikuta drugiej na śnieg tryskał strumień parującej posoki) stała potężnie zbudowana, wielka postać okutana w niezwykle włochate, skołtunione, cuchnące zjełczałym tłuszczem futro. Wolf wysilił sie raz jeszcze i z okrzykiem tryumfu wyrwał topór z pnia. Uniósł wzrok na oblicze wroga i poczuł lodowaty dreszcz na plecach, bowiem spojrzał w twarz samemu diabłu, wykrzywione szyderczym uśmiechem wielkie usta z długimi na pół palca ostrymi jak rybie ości kłami, skośne straszne oczy i mimo uśmiechu wciąz ten krzyk pełen niewypowiedzianego bólu. Wszystko to trwało ledwie mgnienie oka. Wolf drgnął pod wpływem zimnych ciarek szalejących mu na plecach i już chciał odskoczyć w tył, by gotować sie do następnego uderzenia, gdy sam otrzymał potężny cios w głowę, zadany okutą stalą pałką, którą trzymał jego przeciwnik z diablą gebą. Bizantyjczykowi pociemniało w oczach, zachwiał się i upadł twarzą w śnieg. Ocknął sie jednak zaraz i jął podnosić z ziemi...

----------------------------------------------------------------------------------------------------

REDONIUS-

Zobaczył jaśniejszy prześwit między drzewami i juz chciał się tam skierować, gdy nagle usłyszał niedaleko w przodzie potworny okrzyk pełen bólu. Wyciągnął miecz i runął w tamtą stronę. Gałęzie chlastały go po twarzy, ale nie zwracał na to uwagi, czuł, że tam dokąd zmierza ktoś potrzebuje pomocy. Dobiegł.
Obok potężnej jodły, wsparta o pień plecami stała jakaś postać, odziana w włochate futro i obszerny kaptur. Postać trzymała w dłoni wielka pałkę i ... Redonius stanął jak wryty. Oto osobnik z pałką nie miał jednej nogi! Z kikuta, tuż pod kolanem tryskał strumień krwi tworząc na śniegu wielką czarną plamę ! Tuż przed jednonogim leżał na ziemi Bizantyjczyk przedstawiający sie imieniem Wolf, którego Redonius spotkał w karczmie. Wolf podnosił sie właśnie, gdy ten stojący nad nim zamachnął się ponownie pałką i ... upadł bezwładnie na najemnika.
Wciąz bezgranicznie zaskoczony Redonius, ujął mocniej rękojeść broni i ruszył w stronę zdarzenia, gdy nagle drogę zastąpiła mu postać bliżniaczo podobna do tej z pałką. Tylko, że ta miała topór o podwójnym ostrzu i ... dwie nogi miast jednej...
Po pierwsze apel do tz. Żony Diabła. Spróbuj znaleść na klawiaturze taki klawisz "shift". Masz podwójne szanse bo zwykle producenci klawiatur dają dwie sztuki. I teraz naciśnij go razem z jakąś literką. Polecam robić to na początku każdego zdania.

Po drugie pytanie do Milvy- dlaczego ten temat nie jest w Karczmie pod Osłem? : P Nie chce się czepiać ale dając go w dziale "O nas" sugerujesz że posród nas też są SŁODKIE IDIOTKI <transylwańska nuta w tle>. Nie żebym się z tym nie zgadzał [:lol:]...

Nie wiem czemu pod terminem "słodka idiotka" rozumie się tylko panienki które lubią różowy [notabene bardzo kobiecy kolor, który na kobiecie wygląda ładnie]. Już dawno zauwazyłem że takie określenia podobnie jak termin "tapeciara" zostały ukute przez brzydszą część płci słabszej po to żeby leczyć sobie kompleksy według założenia "jestem paszczurem i nawet gdybym się umalowała to byłabym umalowanym paszczurem, to przynajmiej podopierdalam się do ładnych dziewczyn żeby sobie podnieść samoocene". Określenia takie jak "kilo tapety na twarzy" są właściwie czystą fantazją bo nikt się tak nie maluje, oprócz jednego wyjątku jakim są prostytutki, ale je ich profesja tego wymaga i po pracy załoze się ze raczej nie chodzą w taki sposób ucharakteryzowane. Żeby nie było - przez krótki moment w swoim krótkim życiu myślałem podobnie, bo myślałem że tak wypada myśleć - puźniej wyrosło się z tego, czego życzę wszystkim a szczególnie pani z którą będę polemizował poniżej:

Żona Diabła napisał/a:

blllleeeeee aż żygać się chce jak posłucha się takich rzeczy. mogę nawet przedstawić pewną sytuację obrazującą ułomność owych panienek otóz: początek roku szkolnego, wszyscy stoją na korytarzu, chłopaki oddzielnie a panienki oddzielnie, ja stoję z boku przysłuchując się rozmowom i w pewnym momencie słyszę " oooo!! A*** masz nowe paznokcie! akryle czy tipsy?? ile zapłaciłaś? kiedy zrobiłaś?? a jaki fajny kolor!"
No i o czym to świadczy? A ja z kumpalmi gadam czasem o RPG w autobusie i padają frazy typu "skopaliśmy go, puźniej przewróciliśmy mu mieszkanie aż wreszcie znaleźliśmy tą książke" i wtedy ludzie patrzą się na nas jak na oszołomów. I co? Winie tych ludzi że mnie nie rozumieją? Nie. Każdy ma swoje hobby i zboczenia. Jeśli dla kogoś są to paznokcie to w czym to jest gorsze od np. kolejkcjonowania książek? W niczym, wszystko dla ludzi.

Zona Diabła napisał/a:

ręce mi opadły, brak słów na głupotę babską. osobiście nie lubię takich panienek i dziwię się ze wszyscy ( no moze prawie) faceci ślinią się na widok takiej "lalki" która nie dość ze ma sztuczne paznokcie, to nosi różowe ubranka i kilo tapety na mordzie. Mężczyzni czym Wy myślicie w takiej sytuacji??!! bo chyba nie głową :/
To co napisałaś powyżej świadczy negatywnie nie o tych "słodkich" ale o tobie. Nazywasz czyjeś hobby 'głupotą' - gratuluje tolerancji i lotności umysłu. A skoro faceci ślinią się na widok tych dziewczyn znaczy poprostu ze są atrakcyjne- to chyba logiczne. I co? Mamy napiętnowywać ładne, atrakcyjne dziewczyny? Dorośnij dziewczyno, zrzuć klapki z oczu.

>